GRY

niedziela, 30 sierpnia 2015

Dziewiąty klucz

tytuł:                           Dziewiąty klucz
autor:                          Jenny Carroll (Meg Cabot)
przeczytana:                26 lipca 2015
tytuł oryginału:            "The Mediator. Ninth key"
data wydania: pierw.:  2001
                      polsk.:  2003
wydawnictwo:            AMBER
tłumaczenie:               Aleksandra Januszewska
liczba stron:                200
ISBN:                         83-241-1588-9
kategoria:                   literatura młodzieżowa, fantastyka
moja ocena:                10/10
seria:                          Pośredniczka tom 2/6







OPIS
  "Rudy nie jest winny mojej śmierci". Oto rozpaczliwe przesłanie ducha młodej kobiety, który zjawia się w sypialni Susannah. Sporo się wydarzy, zanim Suze rozwikła zagadkę - pozna wampira, spróbuje zasztyletować go ołówkiem i natrafi na ślad sprawcy niewyjaśnionych zaginięć. Jednak im jest bliżej rozwiązania, tym większe niebezpieczeństwo jej zagraża. Niełatwo jest śledzić mordercę, zwłaszcza że wszystkie części układanki wskazują na ojca Tada Beaumonta, najbardziej odjazdowego chłopaka w szkole... i pierwszego, który zaprosił Suze na rankę!

MOJA OPINIA
  Sądzę, że słyszeliście o Meg Cabot. Seria "Pamiętnik Księżniczki" i film oparty na nim, utkwiły w pamięci większości osób. Na mnie specjalnie nie zrobiły wrażenia, ale to pewnie dlatego, że ja wolę coś krwistego z nutą dramatycznej fantasy. Tak jak seria "Pośredniczka", autorstwa nikogo innego, jak Meg Cabot. Okazyjnie występującej pod pseudonimem Jenny Carroll.

  "Dziewiąty klucz" to tom drugi serii, która spełnia wszystkie swoje wymagania, abym ją lubiła. Oczywiście jest to tylko literatura młodzieżowa, ale nie głupi powiedział, że im jest się starszym, tym młodszym chce się być. Lubię poprzez nią wspominać, jak to było, martwić się jaki kolor paznokci wybrać, bądź czy moje włosy naprawdę wyglądają jak szopa. Pierwsza randka. Matko, co to był za stres. I pomyśleć, że w realnym życiu właściwie nie zdarzają się sytuacje wyjęte z książek, jednak mogę szczerze powiedzieć, że sposób w jaki Meg Cabot opisała pierwszą randkę w "Dziewiątym kluczu" jest niezwykle zbliżony do rzeczywistości. Co przemawia za jego plusem, ponieważ w tej książce chodzi o coś więcej, niż związek z nadnaturalną osobistością. Albowiem misją Susannah jest opiekowanie się duchami, w sposób lepszy bądź gorszy.

  "Ale nie mediatorzy. Co to, to nie.
  Stała na wąziutkiej ścieżce księżycowego światła, ciągnącej się od okna w drugim końcu pokoju. Miała na sobie szarą bluzę z kapturem, koszulkę gimnastyczną, spodnie za kolana i sportowe buty. Jej włosy wydawały się brązowe. Trudno stwierdzić, czy była młoda, czy stara, zwłaszcza kiedy wrzeszczała, ale miałam wrażenie, że może być w wieku mojej mamy.
  Dlatego nie wstałam z łóżka i nie przyłożyłam jej pięścią.
  A prawdopodobnie należało tak zrobić. To jest, nie mogłam przecież odpłacić jej tą samą monetą, bo postawiłabym na nogi cały dom. Byłam jedyną osobą w domu, która mogła ją usłyszeć.
  Cóż, w każdym razie spośród żyjących.
  Po jakimś czasie musiała się chyba zorientować, że nie śpię, bo przestała wyć i wytarła oczy. Płakała.
  - Przepraszam - powiedziała.
  Ja na to:
   - Tak, no cóż, udało ci się zwrócić moją uwagę. Czego chcesz?
  - Jesteś mi potrzebna - oznajmiła i pociągnęła nosem. - Jesteś mi potrzebna, żeby coś komuś powiedzieć.
  - Dobrze. Co takiego?
  - Powiedz mu.. - Przetarła twarz rękawem bluzy. - Powiedz mu, że to nie była jego wina. Nie zabił mnie."

  Oto zadanie dla Susannah. Ma przekazać wiadomość, którą tak pragnie duch. Tylko jak, spośród tylu osób, odnaleźć tą właściwą, nie znając nawet jej imienia, a pseudonim tylko? Tutaj, Susannah będzie wystawiona na próbę odwagi oraz zdolności aktorskich. Na deski zostanie położona jej pomysłowość oraz hart ducha. A do tego wszystkiego młoda mediatorka odkryje w sobie pewną zdolność, która będzie dla niej całkowitym zaskoczeniem, ale pozytywnym.

  Zastanawiam się, co napisać nowego, po tym jak przeczytałam tę książkę 4 raz. Wprost ją uwielbiam, sądzę jednak, że nie potrafię tego uczucia internetować do Was. Z coraz lepszym słownictwem szwedzkim, a coraz uboższym polskim, trudno jest mi przekazać emocje, w sposób w jaki bym chciała. Przynajmniej te pozytywne. Bo te negatywne, płyną tak szybko, że zawsze znajdę dla nich wydźwięk. To taki jeden wielki minus mieszkania za granicą. Tracisz swój język ojczysty, choć nigdy go nie zapominasz.

  Wracając jednak do książki, to ze szczerym sumieniem mogę oznajmić, że książka jest napisana przyjemnym stylem, który szybko płynie przed oczami. Książka nie obciąża naszej głowy zbędnymi informacjami, bo jaka nastolatka martwi się o gospodarkę rolną kraju, bądź bolejącą politykę zagraniczną. (Pewnie takie istnieją, ale nie w tej książce). Za to odnajdziemy dużo humoru, podobnego do tych scen, z których się śmiejesz, ale zasłaniasz oczy, żeby nie patrzeć na taki absurd. No i oczywiście rozwijający się wątek miłosny. Szalejące hormony i fantazje w czysto nastoletni sposób, uprzyjemniają nam czytanie, swoją prostotą i krótkowzrocznością.

  Podobnie jak tom pierwszy, tom drugi polecam gorąco, dla lekkiej, niewymagającej lektury, która sprawić może dużo przyjemności oraz drobną podróż do przeszłości, w czasy, gdzie telefony komórkowe powolutku wdrapywały się w życie codzienne swoimi lepkimi i uzależniającymi paluchami. Ja, uwielbiam. Być może i Wam, spodobałaby się taka drobna lektura :)


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    

6 komentarzy:

  1. Zgadzam się z tym, że nie tylko młodzież ma ochotę sięgać po powieści dla nastolatków. Sama ostatnio odkryłam zainteresowanie młodzieżówkami, mimo że kiedyś raczej niewiele takich książek mnie intrygowało. Co do serii to znasz moje zdanie, będę się za nią rozglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzieżówki mają coś w sobie, to fakt :). Lubię je za humor i lekkość, jednak nie można powiedzieć, że zawsze są one dydaktyczne. Takie małe czasoumilacze :).

      Usuń
    2. W większości to czasoumilacze, ale cóż, nie przeszkadza mi to :)

      Usuń
    3. Mi również nie przeszkadza :) W końcu po to czyta się książki, w większości przynajmniej, żeby mieć przyjemność :)

      Usuń
  2. Mi tam nie przeszkadzają książki młodzieżowe, chociaż trafiają się takie, które jednak nie są już dla mnie do przejścia ;) Co do Meg Cabot mam mieszane uczucia, bo jej książki, które przeczytałam nie do końca mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że pisząc dużo książek, trafi się i taka, która jest słabsza. Sądzę jednak, że ta seria wypadła jej całkiem dobrze :)

      Usuń

Witam :)
Będzie mi miło, gdy odwiedzając tę stronę, zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.
Pozdrawiam,
Crystal