Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą T. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2015

Tego lata stałam się piękna

tytuł:                           Tego lata stałam się piękna
autor:                          Jenny Han
przeczytana:               8 października 2015
tytuł oryginału:            "The Summer I Turned Pretty"
data wydania: pierw.:  2009
                      polsk.:  2014
wydawnictwo:            Grupa Wydawnicza Foksal
tłumaczenie:               Stanisław Kroszczyński
liczba stron:                320
ISBN:                         978-83-280-0743-7
kategoria:                    literatura obyczajowa
moja ocena:                6/10
seria:                          Summer tom 1/3








OPIS
  Belly liczy czas w porach roku. Wszystko, co niezwykłe i magiczne, przytrafia się jej między czerwcem a sierpniem. Zimą dziewczyna odlicza tygodnie dzielące ją od lata, od domku przy plaży, Susanny i - co najważniejsze - od Jeremiego i Conrada. Poznała ich dawno temu. Najpierw traktowała jak braci, a potem pokochała jak chłopaków. Tego lata, tego pięknego i koszmarnego lata, wszystko zaczyna się zmieniać. Ale czy skończy się tak, jak już dawno powinno się skończyć?


MOJA OPINIA
  Od czasu do czasu i mnie zdarzy się sięgnąć po książkę, która normalnie raczej by mnie nie interesowała. Dzieje się to za sprawą ludzi mnie otaczających, którzy nie pomni na moje skromne tłumaczenia, że uwielbiam fantastykę, na siłę bądź ukradkiem, wciskają mi książkę taką jak ta. Jak już znajduje się u mnie na półce do przeczytania, muszę ją przeczytać. Nie chcę przecież zawieść znajomych/rodziny/przyjaciół. Przez nich właśnie teraz zamierzam napisać Wam co nieco o tej książce. I od razu zaznaczam: to wszystko ich wina.

   Główna bohaterka wraz z rodziną, każde lato spędza nad morzem. Mieszkając w domu przyjaciółki mamy, wraz z jej synami, Jeremim i Conradem, przeżywa najlepsze ale i zarazem najgorsze przygody swego życia. Miłość, przyjaźń, wierność i oddanie są tymi uczuciami, które potrafią zranić najmocniej, a główna bohaterka przekonuje się o tym na własnej skórze, ulegając podszeptom serca. I choć wydaje się, że z dania na dzień, prowadzi ona beztroskie życie, to nic bardziej mylnego. Jak każda nastolatka pragnie miłości, zwłaszcza, że jej serce już wybrało. Co jednak uczynić, gdy ten jedyny jest zamkniętym w sobie, smutnym mężczyzną, na pozór nie zwracającym uwagi na względy okazywane przez Belly, oraz traktującym ją jedynie jako młodszą siostrę? Główna bohaterka znalazła rozwiązanie. Być z innym. Niekoniecznie oczywiście z miłości. Może po prostu z potrzeby bliskości. Nieświadomie jednak wzbudziła zazdrość w obydwu braciach, którzy tego właśnie lata odkryli w niej piękną kobietę, porzucając beztroską braterską opiekę, na rzecz uczucia o wiele głębszego. Miłości, oczywiście. Jednak jak to zwykle w opowieściach tego typu bywa, Belly nie ma o tym zielonego pojęcia.

    "Pierwszego wieczoru zawsze było tak samo: wielka waza pełna ostrej zupy rybnej, którą Sussana przygotowała, czekając na nasz przyjazd. Zupy z mnóstwem krewetek, krabów i ośmiorniczek - wiedziała, że bardzo lubię takie małe ośmiorniczki. Nawet kiedy byłam jeszcze dzieckiem, odkładałam je na bok, zostawiałam je sobie na koniec. Susanna postawiła wazę pośrodku stołu, a do tego był francuski chleb z chrupiącą skórką kupiony w okolicznej piekarni. Każde z nas dostało miskę, a potem całą kolację dolewaliśmy sobie, zanurzając chochlę w wazie. Susanna i mama zawsze popijały czerwonym winem, a my, jako nieletni, zawsze dostawaliśmy winogronową fantę, jednak tego wieczoru wino pili wszyscy."

  Historia właściwie jak każda inna. Piękna dziewczyna i zakochanych w niej dwóch braci. Nie urzekła mnie. Nie zaciekawiła za bardzo. Jedynym jej atutem była lekkość słowa mówionego, które pozwalało się szybko przeczytać. Sądzę, że plany na książkę były ciekawsze niż dzieło ukończone. Czasami miałam w głowie mętlik, ponieważ autorka umieściła pomiędzy akcją teraźniejszą książki, fragmenty pochodzące z przeszłości, przy czym okroiła je z ważnych informacji, najciekawszych informacji. Sam fakt dodania tych wycinków przeszłości jako osobnych rozdziałów, byłby nawet ciekawy, gdyby nie to, że wydarzenia te nie były uszeregowane. Mam na myśli to, że treść książki wyglądała mniej więcej tak: teraźniejszość, 11 lat, teraźniejszość, 13 lat, teraźniejszość, 9 lat, teraźniejszość, 12 lat. Łatwo można się było w tym pogubić i mi się to udało. Zdecydowanie lepiej wypadłoby, gdyby była to chronologiczna kolejność.

  Kolejnym, co mam do zarzucenia książce, to główna bohaterka. Wszyscy naokoło mówią jej jak to się zmieniła i że naprawdę świetnie wygląda, a ona, brzydkie kaczątko, cały czas wmawia sobie, że jest okropnym podlotkiem. Zwariować można przy tym jej niezdecydowaniu. A jeśli już o tym wspomniałam, to nasuwa mi się kolejny minus książki. Belly jest zakochana za zabój. Wszędzie wypatruje Conrada i otwarcie okazuje mu zainteresowanie. Jednak ni stąd ni z owąd, zaczyna chodzić z poznanym na ognisku chłopakiem, paradując z nim po całym miasteczku i nie omieszkując oczywiście, zaprowadzić go do domu. To kocha tego Conrada czy nie? Raz tak, a zaraz później go nie cierpi.

  Książka jest niedopracowana i właściwie bez żadnego głębszego sensu. Bez morału, czy choćby zastanawiającego zakończenia, obiecującego więcej w dalszych tomach. Książka kończy się zdecydowanie zbyt nagle, co nasuwa myśl, że autorka chciała jak najszybciej ją ukończyć, bez zbędnego głowienia się. Wiele informacji umieszczonych w książce, jest nierozwiniętych, tylko wspomnianych i pozostawionych bez wyjaśnień. Być może zostaną one kontynuowane w tomach kolejnych, nie wiem. Dla mnie jednak, jeśli autorka kończy książkę, to powinna kończyć wszystkie wątki, które zostały w niej wspomniane, tak aby ona stanowiła spójną całość. A jeśli nie chce się tych wątków dalej ciągnąć, to po co w ogóle o nich pisać, bez sensu zapychając treść?

  Nie mogę jednak powiedzieć, że książka składa się z samych negatywów, ponieważ skłamałabym. Tym, co przemawia na jej korzyść to lekkość języka i błahość historii, przy której nie potrzeba dwoić się i troić, aby znaleźć rozwiązanie problemu. Książka jest prostą opowieścią o zbyt skromnej Belly, której życie nie szczędzi zawodów miłosnych oraz złośliwości pod adresem jej młodego wieku oraz płci. Czy warto jest ją przeczytać, musicie zdecydować sami, ponieważ ja jestem neutralna. Opowieść jak każda inna.


Książka bierze udział w następującym wyzwaniu:

sobota, 25 lipca 2015

Tytus Groan

tytuł:                           Tytus Groan
autor:                          Mervyn Peake
przeczytana:               18 lipca 2015
tytuł oryginału:            "Titus Groan"
data wydania: pierw.:  1946
                      polsk.:  2011
wydawnictwo:            Wydawnictwo Literackie
tłumaczenie:               Jadwiga Piątkowska
liczba stron:                544
ISBN:                        978-83-08-04795-8
kategoria:                   fantastyka
moja ocena:                9/10
seria:                          Gormenghast tom 1/4







OPIS
  W zamczysku Gormenghast, plątaninie korytarzy, schodów i tajemnych przejść, rodzi się siedemdziesiąty siódmy spadkobierca starodawnego rodu - Tytus. Lecz w zamku pojawia się ktoś jeszcze - przebiegły służący, który wprowadził zamęt w tym tradycyjnym świecie...

  Rodzina Groan, ekscentryczna służba zamkowa i ludzie żyjący wokół zrujnowanego zamczyska to bohaterowie tej pasjonującej powieści. Wyjątkowy język Peake'a, jego rzadka umiejętność malowania obrazów słowem i groteskowy humor przenoszą nas do niepokojącego świata, gdzie zwykłe wydarzenia niespodziewanie przypominają nam rzeczywistość, a życie wydaje się snem.
  Każdy czytelnik, który odważy się przekroczyć progi Gormenghast, nigdy tej podróży nie zapomni.

  "Ta ekstrawagancka opowieść o przypominającym labirynt zamku, zamieszkanym przez przebiegłych, dickensowskich bohaterów, to prawdziwy klasyk literatury fantasy naszych czasów."
"The Washington Post"

  Cykl Poeke'a to pozycja obowiązkowa dla fanów literatury fantasy: wyjątkowa i niepowtarzalna, przetłumaczona na trzydzieści języków.

MOJA OPINIA
  Mervyn Peake, żyjący w latach 1911 do 1968, brytyjski artysta, poeta i ilustrator, zyskał swą niewątpliwie zasłużoną sławę, dzięki cyklowi Gormenghast, opowiadającym o rodzie Groanów, pięknym i rozległym zamku oraz o ludziach, którzy każdego dnia wykonują tam najróżniejsze czynności.

  Pierwszy tom tego cyklu, zatytułowany "Tytus Groan" opowiada o narodzinach 77. spadkobiercy majątku Groanów, Tytusa. I choć historia zaczyna się dość spokojnie, to w miarę czytania, można odnieść wrażenie, że w tym zamku istnieje więcej tajemnic i spisków niż słów kiedykolwiek wypowiedzianych. Kuchmistrz Swelter nienawidzi pierwszego służącego Jego Wysokości - Flaya. Siostry bliźniaczki, Clarice i Cora pragną władzy, którą odebrała im hrabina - Gertruda. Fuksja nie znosi wszystkich, oprócz swej niańki - Pani Slagg; i nader wszystko pragnie samotności. A mały i podstępny Steerpike, uciekłszy z kuchni pląta się po zamku z zamiarem jego opuszczenia, dopasowując swą odgrywaną rolę do każdej osoby, którą spotka po drodze. I tak z dnia na dzień ludzie się nienawidzą, knują przeciw sobie, a mały Tytus rośnie jak na drożdżach, nieświadomy swego losu, przeznaczenia oraz wrogów.

  W książce odnaleźć można, prócz zatruwania sobie wzajemnie życia, humor i piękne opisy zamczyska, które są charakterystyczne dla Mervyn'a.

  "Chodźcie, drogie panie, chodźcie. Droga pani Slagg, każdego dnia wygląda pani o sto lat młodziej. Tędy, tędy."

  Wielu twierdzi, że "Tytus Groan" jest fantastyką. Jednak nie odnajdzie się tam czarów, różdżek, klątw, czarodziejek, znikających ścian, psotnych schodów, czy ruszających się obrazów. Odnaleźć za to można skutki podjętych źle decyzji, piękne słowa na wietrze, sarkazm oraz stek kłamstw, aby móc spokojnie żyć i osiągnąć upragniony cel.

  "Fuksja szła powoli, żałując, że nie jest sama.
  - Nie powinno być ani bogatych, ani biednych, ani silnych, ani słabych - powiedział Steerpike, wyrywając metodycznie nóżki owada, jedną po drugiej. - Równość to wielka rzecz, równość to wszystko. - Cisnął okaleczonego owada. - Zgadza się pani, Lady Fuksjo? - powiedział."

  Piękne komnaty, łoża z baldachimem, kominek, w którym igra ogień, tajemne przejścia. Samotność i przestępstwa, królewskie rytuały... a wszystko to otoczone ogromnym murem, za którym żyją ludzie, parający się rzeźbiarstwem. Tylko dzięki temu zawodowi i poprzez wykonanie najpiękniejszej rzeźby roku, szarzy ludzie mogli raz w miesiącu przy pełni księżyca, udać się za mury zamku i przechadzać się nocą. To był dar króla dla pospólstwa.

  I choć nie jest to fantastyka z zapierającymi dech w piersi efektami specjalnymi, to na dobre książka zdobyła moje serce. Stało się tak nie tylko przez to, że książka ma dobre ponad 500 stron, ale również przez to, jak pięknie potrafią być ubrane w słowa 32 litery naszego polskiego alfabetu. Ze swymi staropolskimi słowami, umarłymi tradycjami oraz głęboko zagrzebanymi ludzkimi uczuciami, książka staje się przepięknym dziełem. Bohaterowie,  wykreowani w perfekcyjny sposób, nie potrzebowali dla mnie imion, ponieważ rozpoznawałam ich po samym słowie, ubraniu, czy charakterystycznym chodzie.

  Jedynym co mnie ubodło, to występujące w książce błędy w dialogach, które objawiały się brakiem odpowiednich znaków interpunkcyjnych. Czasami nie wiedziałam, czy autor coś myśli, czy coś mówi. To wprowadzało mnie w drobne rozdrażnienie i zdecydowanie przedłużyło datę końcową przeczytania książki. Jednak nie wpłynęło znacząco na rozwój akcji, ponieważ błędy te nie występowały w całej książce, tylko miejscowo.

  Ogólne moje wrażenie są pozytywnie pozytywne. Spodziewałam się czegoś innego po tak sławnej i rozchwytywanej książce, choć to, co otrzymałam mnie nie rozczarowało. Chciałam piękną opowieść o zamku i ją otrzymałam; wraz z perfekcyjnie wykreowanymi postaciami, humorem, sarkazmem i spiskami, tworzy niezwykłą opowieść o rodzinie Groanów oraz służbie, która wydawałoby się milcząca i usłuchana, potrafi wyrazić swoje zdanie nader dosadnie. I choć nie jest to typowa fantastyka, mogę z czystym sercem oraz sumieniem, zagwarantować, że każdy odnajdzie w niej coś, co pokocha, wraz z czymś, co znienawidzi.

  "Zaczął się drapać przez okropną dziurę w szkarłatnych łachmanach. Podczas trwania owego zajęcia nastąpiła chwila ciszy. Steerpike zaczął przenosić ciężar ciała na drugą nogę.
  - Jak myślisz, gdzie idziesz? Stój spokojnie, ty szczurze nieszczęście, dobrze? Na ślepia matki, którą pochowałem zadem w górę, trzymaj się ziemi, chłopcze, trzymaj się ziemi. - Włosy wokół ust zalepiły się śliną, gdy wymacywał kulę na kamiennym stole."


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

    

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Tunele - Rodrick Gordon & Brian Williams


tytuł:                           Tunele
autor:                          Roderick Gordon & Brian Williams
posiadam od:               19 stycznia 2014
przeczytana:                7 maja 2014
tytuł oryginału:            „Tunnels”
data wydania: pierw.:  2007
                      polsk.:  2012
wydawnictwo:            Wilga
tłumaczenie:               Janusz Ochab
liczba stron:                496
ISBN:                        978-83-7375-859-9 (twarda)
kategoria:                   fantastyka / literatura młodzieżowa
moja ocena:                8/10
seria:                          Tunele tom 1/6



OPIS
  Pewnego dnia ojciec czternastoletniego Willa, archeolog, znika w nieznanym tunelu. Chłopiec postanawia zbadać tę sprawę, prosząc o pomoc swojego przyjaciela Chestera. Wkrótce trafiają głęboko pod ziemię, gdzie odkrywają mroczną i przerażającą tajemnicę. Tajemnicę, która może kosztować ich życie…
  Czy koniec tunelu może okazać się początkiem…?

MOJA OPINIA
  Jak wiele osób przede mną, ja również będę chwalić tę książkę. Urzekła mnie od pierwszych stron i nie pozwalała przestać czytać kolejnych. Książka ta zawiera w sobie to, co mnie najbardziej pociąga. Budownictwo - budynki, budowle i wszystkie inne przejawy architektoniczne. Kopać, by odkryć nowy świat, skarb, tego pragnie każdy archeolog i zaprawiony w bojach kopacz. Lecz żaden z nich nie wie co odkryje - czy będą to tylko drobiazgi z dawnych lat, czy też coś, co zaszokuje cały świat. To, do czego dokopali się bohaterowie tej książki przeszło i moje oczekiwania. Sądziłam, że będą to po protu zawiłe i kręte tunele wymarłej przed wiekami cywilizacji. Z biegiem książki przekonałam się o jej wyjątkowości, ponieważ jest niecodzienna i oryginalna. A to, co spotkało bohaterów w głębiach tuneli i podziemia zaskoczyło mnie ogromnie. Taka niespotykana wrogość do kogoś, kogo się nie zna... i niesprawiedliwość. Inne prawa, inny ludzie, inny świat. I czasem dokonanie wielkiego odkrycia może skończyć się gorzej niż można by przypuszczać - to wiedzą najlepiej Cal, Chester, Will, doktor Burrows i kot Bartleby.
  Świetna książka, która pomimo wielu stron, zajmie każdemu czytelnikowi niewiele czasu - trudno się oderwać. To właśnie czyni książkę dobrą.

FRAGMENTY
·         s.5 „Wszystko, co nieznane, budzi wątpliwości.”
~Anonim

niedziela, 15 czerwca 2014

Tajemnice zamku Lochlyre - Heather Graham Pozzessere


tytuł:                           Tajemnice zamku Lochlyre
autor:                          Heather Graham Pozzessere
posiadam od:                   
przeczytana:                31 stycznia 2014
tytuł oryginału:            "Never Sleep with Strangers"
data wydania: pierw.:  1998
                      polsk.:  2002
wydawnictwo:            Harlequin Enterprises
tłumaczenie:               Michał Jankowski
liczba stron:                383
ISBN:                        83-238-0140-1
kategoria:                   romans / kryminał
moja ocena:                7/10
seria:                          Harlequin Special tom 76
                                  Bestsellers [Arlekin] 


OPIS
  W odciętym od świata szkockim zamczysku odbywa się dobroczynny Tydzień Tajemnic, impreza charytatywna organizowana przez uznanego autora powieści sensacyjnych, Jona Stuarta. Uczestniczą w nim znakomitości ze świata literatury.

  Trzy lata temu niemal to samo grono poczytnych pisarzy brało udział w takim samym spotkaniu, które zakończyło się tragiczną śmiercią pięknej, ale powszechnie znienawidzonej żony Jona, Cassandry. Jon pragnie się teraz dowiedzieć, czy był to wypadek, czy zaplanowana zbrodnia. Układa plan działania.

  Nieoczekiwanie okazuje się, że na zamku jest jeszcze ktoś, kto próbuje narzucić zabranym swoje reguły gry, kto marzy, by znowu zabić...

MOJA OPINIA
  Właściwie nie wiem czemu ta książka uchodzi za romans. Opis typu: pocałował ją, przytulił i się kochali, bez ewidentnych szczegółów, może podlegać pod każdy rodzaj literatury, nie tylko jako Harlequin. Nawet szkoda, że tak się stało, gdyż ta właśnie seria psuje chęć sięgnięcia po tę książkę. Zawsze tylko słyszę, że romansidła czytają panie w podeszłym wieku, pragnące przypomnieć sobie i powzdychać, jak to jest przyjemnie być młodym; lub młode dziewczynki, które pragną dowiedzieć się jak to wszystko z mężczyznami wygląda.

  Otóż, książka bardzo ciekawa. Autorzy kryminałów, które sięgają górnych półek na listach New York Times, spotykają się na Tygodniu Tajemnic w zamku w Szkocji, należącym do jednego z autorów. Będąc tam przez tydzień urządzają charytatywną grę, polegającą dokładnie na tym, na czym polegają ich książki. Muszą złapać mordercę, którym jest jeden z uczestników gry. Oczywiście to tylko zabawa. Pociski zawierają farbę koloru czerwonego i nie ma żadnej mowy o jakichkolwiek śladach prawdziwej broni. Lecz jak z opowieści wynika, nie wszystko przebiega tak pięknie, jak by się chciało. Mroczne sekrety każdego z uczestników wytwarzają atmosferę nieufności i wszechobecnego strachu. Zjawiska te potęguje ogromna burza śnieżna, która odcina ich od świata, na odludziu, w zamku pewnego bogacza. Wątek miłosny, choć w całej książce większość tajemnic dotyczy głównie seksu, jest całkowicie poboczny, gdyż autorka tak stworzyła swe dzieło, by ujmowało swą kryminalistyką, nie romantycznym podłożem.

  Jak już mówiłam, szkoda, że Harlequin, ale bardzo pozytywnie po przeczytaniu. Emocje i naprawdę nie mogłam się od niej oderwać :)

sobota, 14 czerwca 2014

Tango - Sławomir Mrożek


tytuł:                           Tango
autor:                          Sławomir Mrożek
posiadam od:               -
przeczytana:                28 stycznia 2014
tytuł oryginału:            -
data wydania: pierw.:  1973
                      polsk.:  1996
wydawnictwo:            Wydawnictwo Literackie / NOIR SUR BLANC
tłumaczenie:             -
liczba stron:              116
ISBN:                         83-86743-50-6
kategoria:                  dramat
moja ocena:              7/10
seria:                          -



MOJA OPINIA
  Bunt, odwrócenie wartości, forma, sprzeciwienie się dotychczasowym zasadom. Artur, młody, intelektualista, student i przede wszystkim rozdarty wewnętrznie, pragnący zasad i dawnego porządku rzeczy, syn buntowników. Rodzice jego buntowali się przeciwko epoce zasad i ograniczeń, sztywnych gorsetów oraz elegancji. Preferowali skandal, odejście od moralności, życie na przekór innym. Artur natomiast na przekór im i ich rozwydrzeniu pragnie powrotu dawnego porządku. Pragnie by babcia w solidnym wieku czekała już z godnością na śmierć, a nie chodziła w baseball'ówce i trampach, grając w brydża. Pragnie by jego matka była wierna mężowi a nie zdradzała go z Edkiem, pranie by jego ojciec zapanował nad swoim wyglądem zewnętrznym i zachowywał się jak na ojca przystało. Lecz jego pragnienia są jedynie jego niespełnionymi marzeniami, które później niestety upadają. To coś jak motyw świeczki i gasnącej nadziei, jak kontrast masy i jednostki, gdzie jednostka to niemoc w porównaniu z liczebnością masy i choćby nie wiadomo jak próbowała nie zawojuje w pojedynkę świata.
  Rzeczywistość pokazana w dramacie ma nam uświadomić, że choć ludzie, buntownicy, pragną wolności i anarchii, brak zasad i ogłady może doprowadzić do gorszych zachowań. Bo gdzie nie ma prawa, tam znajdzie się osoba, która to prawo na siłę 'wciśnie'. To coś jak w tym sławnym przysłowiu: "Spróbuj tylko odebrać światu kata, a zamiast ładu w mgnieniu oka zapanuje chaos".

FRAGMENTY
·         s.42 „Nic nie jest poważne samo w sobie, nie jest w ogóle żadne. Wszystko jest nijakie. Jeżeli sami nie nadamy rzeczom jakiegoś charakteru, utoniemy w tej nijakości. Musimy stworzyć jakieś znaczenia, jeżeli ich nie ma w naturze.”

·         s.42 „Przyjemność mamy z korzyści a korzyść czerpiemy z osiągania czegoś, co jest więcej warte od innych rzeczy, czyli trudniejsze, wyjątkowe, cenniejsze.”

wtorek, 3 czerwca 2014

Traktat Machiavellego - Allan Folsom


tytuł:                           Traktat Machiavellego
autor:                          Allan Folsom
posiadam od:              28 maja 2012
przeczytana:               11 sierpnia 2012
tytuł oryginału:          „The Machiavelli Covenant”
data wydania: pierw.: 2006
                       polsk.:  2009
wydawnictwo:           Albatros
tłumaczenie:               Izabela Matuszewska
liczba stron:               520
ISBN:                        978-83-7359-716-7
kategoria:                  thriller / sensacja / kryminał
moja ocena:               7/10
seria:                          -




OPIS
  Były policjant Nicholas Marten prowadzi prywatne dochodzenie w sprawie tragicznego zgonu swojej dawnej narzeczonej Caroline Parsons. Coś mi wstrzyknęli - mówiła krótko przed śmiercią. Mąż Caroline, prawnik zatrudniony w podkomisji Kongresu zajmującej się antyterroryzmem, zdobył informacje o nielegalnym programie produkcji broni biologicznej i zapłacił za to życiem. W zbrodnię mogą być zamieszani wysocy rangą funkcjonariusze amerykańskiej administracji. Trop prowadzi do Barcelony, gdzie Nicholas dowiaduje się o istnieniu tajnej organizacji sięgającej korzeniami XVI wieku. Swoją ideologię wywodzi ona od zaginionego dodatku do Księcia Machiavellego - słynnej księgi z 1513 roku, w której wyłożono podstawowe zasady zdobycia i utrzymania władzy. W międzyczasie do miasta przybywa prezydent USA Harris. Członkowie jego Gabinetu doradzają mu zamordowanie przywódców Francji i Niemiec i zastąpienie ich ludźmi uległymi wobec Ameryki. Jeśli nie przyjmie tej propozycji - sam zginie. Martens i Harris łączą siły, by powstrzymać spiskowców dążących kosztem milionów istnień ludzkich do przejęcia władzy nad światem...

MOJA OPINIA
  Książka wolniutko się rozkręca, bo przez dobre 150 stron nic się ciekawego nie dzieje, ale później można przeczytać coś, co jest zdecydowanie warte poświęcenia czasu.
  Dobra dla fanów i oglądaczy kryminałów typu "Uprowadzona".

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Tajemnica Siedmiu Zegarów - Agatha Christie


tytuł:                           Tajemnica siedmiu zegarów
autor:                          Agatha Christie
posiadam od:              21 czerwca 2012
przeczytana:               4 lipca 2012
tytuł oryginału:          „The Seven Dials Mystery”
data wydania: pierw.: 1929
                       polsk.:  2005
wydawnictwo:           Wydawnictwo Dolnośląskie
tłumaczenie:              Leszek Śliwa, Anna Pełech
liczba stron:               265
ISBN:                        978-83-245-9070-4
kategoria:                   kryminał / sensacja / thriller
moja ocena:               7/10
seria:                          Nadinspektor Battle t.2/5
                                  Seria z Gawronem



OPIS
  - Tak? - przynaglała. - Tak?
Próbował coś z siebie wykrztusić. Walczył. Chciała mu pomóc, ale nie umiała.
Wreszcie z gardła umierającego wydobył się ledwie słyszalny szept.
- Siedem Zegarów... powiedz...
- Tak? - powtórzyła. Mężczyzna rozpaczliwie starał się wyrzec czyjeś imię.
- Jimmy Thesiger... powiedz... - zdołał jeszcze wyszeptać.
Głowa opadła mu bezwiednie, rysy stężały.
Bundle usiadła bezradnie obok, ręce jej drżały. Nie mogła uwierzyć, że przytrafiło jej się coś tak okropnego. Ten człowiek nie żył i ona go zabiła.

sobota, 31 maja 2014

Tylko powiedz życzenie - Alice Sharpe


tytuł:                           Tylko powiedz życzenie
autor:                          Alice Sharpe
posiadam od:              -
przeczytana:               29 grudnia 2009
tytuł oryginału:          „If Wishes Were Heroes”
data wydania: pierw.: 1997
                       polsk.:  2002 
wydawnictwo:           Harlequin Enterprises
tłumaczenie:              Hanna Stochniałek
liczba stron:               155
ISBN:                        83-2380-191-6
kategoria:                   romans
moja ocena:               7/10
seria:                          Harlequin Gorący Romans t.534



OPIS
  Gina, projektantka wnętrz, kupiła na wyprzedaży starą lampę. Wyglądała jak zaczarowana lampa Aladyna - pomyślała, nie przeczuwając, że fakt posiadania tego przedmiotu rzeczywiście całkiem odmieni jej życie. Dzięki niej poznała bowiem Alana, mężczyznę, który piecze ciasteczka, opiekuje się nastoletnią siostrą i ma w sobie magiczny urok i czar...

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Taniec serc - Barbara Cartland


tytuł:                            Taniec serc
autor:                           Barbara Cartland
posiadam skąd:            na komputerze
posiadam od:                -
przeczytana:                
tytuł oryginału:              „The Walz of Hearts”
data wydania: pierw.:  
                     polsk.:    1993
wydawnictwo:               Amber
tłumaczenie:                Judyta Rolke
liczba stron:                 144
ISBN:                          978-83-7082-095-4
kategoria:                    romans
moja ocena:                 7/10
seria:                           Najpiękniejsze miłości t.32/185



Wydawnictwo: Amber








ZAWARTOŚĆ ZBIORU
„Taniec serc”

OPIS
  Kiedy pierwszy raz odwiedzałam Wiedeń, rozkochałam się w ogrodach Heunriger Wine; rozbrzmiewały zawsze muzyką. Wspominam o nich w tej powieści, którą napisałam zafascynowana i katedrą św. Stefana, i eleganckimi manierami Austriaków.

FRAGMENTY

MOJA OPINIA