wtorek, 6 października 2015

W gąszczach mroku

tytuł:                           W gąszczach mroku
autor:                          Amelia Atwater-Rhodes
przeczytana:                4 września 2015
tytuł oryginału:            "In the Forests of the Night"
data wydania: pierw.:  1999
                      polsk.:  2002
wydawnictwo:            Exlibris
tłumaczenie:               Lidia Rafa
liczba stron:                136
ISBN:                         83-88455-95
kategoria:                    fantastyka
moja ocena:                9/10
seria:                          Seria z dreszczykiem tom 1/3





OPIS
  Urodziłam się w 1684 roku, ponad trzysta lat temu. Kiedyś nazywano mnie Rachel. Ten, który mnie zmienił nadał mi nowe imię - Risika. Nigdy nie zapytałam wprost, co oznacza ta zmiana. Wiem jedno - przeistoczyłam się w istotę, która budzi we mnie lęk.

  Za dnia Risika śpi w zaciemnionym pokoju, w małym Concord w stanie Massachusetts. W nocy poluje na ulicach Nowego Jorku. Przyzwyczaiła się do życia w samotności. Ale nagle poczuła, że ktoś ją zaczął śledzić. Ktoś podrzucił jej czarną różę, identyczną jak ta, która odmieniła jej los trzysta lat temu.


MOJA OPINIA
  Na samym początku należy zaznaczyć, że mam sentyment do tej książki. Należy również wiedzieć, że autorka pisząc W gąszczach mroku miała tylko 14 lat oraz bujną wyobraźnię. Trzeba też dodać fakt, iż książka powstała w 1999 roku, dlatego też odbiega odrobinę od rzeczywistości. Ale czy to źle? Nie, raczej nie. Ponieważ wampiry, o których przeczytać można w książce, to w istocie stworzenia, które nie zadają się ze śmiertelnikami - swoją zwierzyną. Pragną krwi, pilnują swego terytorium i toczą walki, ale przede wszystkim nie są już ludźmi i obce są im ludzkie wrażliwości.

 Akcja książki podzielona jest na dwa czasy: teraźniejszość, czyli rok około 1999, w którym powstała książka oraz rok 1701. Główną bohaterką jest Risika, wampirzyca, która wspomina swoje ludzkie życie, dlatego też akcja miejscami przenosi nas ponad 300 lat wstecz. Nosiła wtedy imię Rachel, mieszkała z bratem bliźniakiem, przyrodnią siostrą oraz ojcem w małym miasteczku. Pewnego dnia otrzymała czarną różę od mężczyzny, który był jej obcy. Gdy kolec skaleczył ją i na palcu pokazała się krew, jej los został przypieczętowany i tylko kwestią czasu było, aż ktoś zmieni ją w wampira. Tą osobą była Ather, słaba w swym gatunku, lubująca się w przemianie silniejszych od siebie, w nadziei, że będą ją chronić. Gdy wybrała Rachel, nie sądziła, że ta ją znienawidzi.

  "- Jesteś zła. Nie będę zabijać tylko dlatego, że ty mi każesz...
  - Więc zabij, bo masz do tego prawo - wycedziła przez zęby. Czułam, że przez mój upór Ather zaczyna tracić cierpliwość. - Nie jesteś już człowiekiem, Risiko. Ludzie to nasza zwierzyna. Nigdy nie było ci żal kurczaków, które tyle razy zabijałaś, żeby urozmaiciły twój posiłek. Zwierzęta hoduje się po to, żeby je zabijać. Płacisz za nie, należą do ciebie. Dlaczego wobec tego pokarmu czujesz coś innego?
  Jej rozumowaniu nie można było niczego zarzucić.
  - Przecież nie można zabijać ludzi. To...
  - Złe? - dokończyła za mnie Ather. - Świat jest zły, Risiko. Wilki polują na sarny. Sępy żywią się trupami. Hieny atakują słabszych. Ludzie zabijają to, czego się boją. Przetrwaj i bądź silna albo zgiń, zaszczuta przez własną ofiarę, drżąca ze strachu w mroku nocy."

  Risika śpi za dnia, a nocami poluje. Jednak nie dlatego, że słońce może zamienić ją w proch. Po prostu tak lubi. I wszystkie te bajki, które ludzie wymyślili sobie na temat wampirów, śmieszą ją tylko. Nie ma przyjaciół, ani rodziny. Nie utrzymuje z nikim bliskich kontaktów, aby nie narażać się na niewygodne pytania i żeby mieć po prostu święty spokój. Jest jednak ktoś, kogo wampirzyca kocha. Jest to tygrysica, zamknięta w zoo, choć jej żywiołem jest wolność. We dwie rozumieją się świetnie. Jednak pewnej nocy, gdy Risika zaczyna polować na terytorium swojego wroga, Aubrey'a, miłość jaką obdarzyła tygrysicę, zostaje wykorzystana przeciwko niej. Wtedy Aubrey wygrywa, tak samo jak ponad trzysta lat wcześniej, gdy podarował jej czarną różę. I choć zawsze budził w Risice strach i nienawiść, jeden czyn przechylił szalę obelg i wampirzyca postanawia rzucić mu wyzwanie, wreszcie udowodniając, nie tylko sobie, ale i wszystkim z gatunku wampirów, kto ma większą moc.

  Książka jest krótka, napisana prosto i z pomysłem. Pokazuje rozwój duszy, która poprzez bodźce zewnętrze otaczającego świata, zmienia się nie do poznania i akceptuje istotę, którą się stała, choć wcześniej jej nienawidziła. Rachel przeradza się w Risikę, nie tylko z racji stania się wampirem, ale również za sprawą całkowitego odrzucenia ludzkich emocji oraz słabości. Dzięki temu staje się potężna oraz budzi strach w swym gatunku.

  Być może nie jest to oryginalna historia, bo wampirów nam nie brak, jednak jest w niej coś, co mnie urzeka. Zapewne jest to spowodowane brakiem miłości pomiędzy istotami paranormalnymi a ludźmi, a dominacja jednych nad drugimi. Wracam do niej od czasu do czasu, ponieważ lubię czytać zdania, które się w niej znajdują. Mają swój styl, który w prostych słowach, przekazuje bardzo dużo emocji i doznań, traktując je prawdziwie, bez uczucia fałszu i nierealności. Cała atmosfera książki nie pozwala wedrzeć się sztuczności czy choćby odczuć, że dane wydarzenia są tylko fikcją.

  Z czystym sercem mogę napisać, że mogłaby spodobać się osobom w niemal każdym wieku. To, że jest klasyfikowana raczej dla młodzieży, nie wpływa na negatywny odbiór jej przez dorosłych. Czytałam ją wielokrotnie, niemal każdego roku, więc mogę otwarcie powiedzieć, że jest napisana dla każdego. Pomimo prostego języka i akcji nie posiadającej dziesiątek wątków, książka posiada swój urok.

FRAGMENTY
·         s.7 William Blake "Tygrys"
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto jagnię, lecz i ciebie stworzył

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

·         s.84 "Miłość w swej sile może się równać jedynie z uczuciem nienawiści, tyle że nienawiść nie przynosi cierpienia. Miłość, zaufanie, przyjaźń i wszystkie inne emocje, które tak bardzo cenię, sprawiają ból. Tylko miłość może złamać serce."


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

    
  

niedziela, 4 października 2015

#3 Buszując w eterze

  Witajcie dziś, w ten dosyć chłodny wieczór. Przychodzę do Was z garstką kilku ciekawych 'czegoś', czego nie da się dopasować do jednej kategorii. Bo czasem znajdują się tu tylko zdjęcia, czasem tylko linki, ale czasem wrzucam też i filmiki, które ujęły mnie, rozśmieszyły bądź po prostu cieszą moje oczy. 

1. Na początek kilka zdjęć, które uświadamiają mi czasem, że inteligencja ludzka nigdy do końca nie zostanie zbadana. Czyli 26 błędów projektantów, które przyprawiają mnie o śmiech.

2. Coś dla starszych, nie tak starych. Czy rozpoznasz kultowe programy telewizyjne PRL-u po kadrze?

3. Garść kolejnych informacji o Hogwarcie, czyli czego to internauci już nie wymyślą. Nie tylko Hogwart - J.K. Rowling o innej szkole dla czarodziejów. 

4. Oraz coś, co mnie zaciekawiło ogromnie. 11 powieści, które przeraziły Stephena Kinga. Swoją drogą, czyż to nie dziwne, że ludzie tworzący grozę i z grozy żyjący, czegoś mogą się bać na tej planecie?

5. I na koniec coś, co również mnie rozbawiło. Czy w zwykłym życiu nie ma dużej woli przypadku?

poniedziałek, 28 września 2015

Dla Ciebie, Mamo '94

tytuł:                           Dla Ciebie, Mamo
autor:                          Diana Palmer, Debbie Macomber, Judith  
                             Duncan
przeczytana:               10 sierpnia 2015
tytuł oryginału:           "To Mother with Love'93"
data wydania: pierw.:  1993
                      polsk.:  1994
wydawnictwo:            Harlequin
tłumaczenie:               Justyna Kubicka-Daab, Wiktoria Melech, Anna
                                  Mieścicka
liczba stron:                320
ISBN:                        83-7070-572-3
kategoria:                   romans
moja ocena:                7/10
seria:                          Harlequin Special tom 2





ZAWARTOŚĆ ZBIORU
Diana Palmer - "Troskliwa mamusia"
Debbie Macomber - "Mieszkanie"
Judith Duncan - "Specjalne życzenie"

OPIS
  "Dla Ciebie, Mamo". Miłość niejedno ma imię, Jest miłość namiętna, gorąca, która łączy na zawsze kobietę i mężczyznę. Jest miłość, których obdarzamy naszych przyjaciół, rodzinę. Jest wreszcie miłość macierzyńska - być może największa miłość naszego życia, niezależnie od tego czy ją dajemy, czy jesteśmy nią obdarowani. Od niej zależą wszystkie następne.

  "Dla Ciebie, Mamo" to trzy pogodne, niezwykle romantyczne, wzruszające i zabawne opowiadania, których głównym motywem jest miłość macierzyńska.


MOJA OPINIA
Diana Palmer
Debbie Macomber
  Sądzę, że większość kobiet choć słyszała o Dianie Palmer bądź o Debbie Macomber. Jeśli chodzi o trzecią autorkę książki poświęconej święcie Mamy, Judith Duncan, to mogę się jedynie domyślać jej popularności, ponieważ wcześniej nie czytałam nic spod jej pióra. Trzy krótkie opowiadania, w których miłość jest boginią, walutą oraz powietrzem, wchodzą w skład "Dla Ciebie, Mamo", specjalnie dla Mam oczywiście. I choć mówi się, że harlequin jest najtańszą i najwstydliwszą formą literatury pisanej, sięgam po niego od czasu do czasu, będąc przy tym często zaskakiwana, ale nie zawsze. Jak prezentuje się ta oto 21-letnia książka, już piszę.

  Pierwsze opowiadanie, autorstwa Diany Palmer, o tytule "Troskliwa Mamusia", opowiada piękną historię Shelly oraz Faulknera. Spotkali się na Florydzie, choć mieszkali wcześniej w jednym mieście. Jak to więc możliwe, że się nie znali? Otóż Shelly jest córką bardzo bogatego bankiera, która w akcie buntu poszła do college'u, w wieku około 26 lat, a on już po 30-stce, bankierem nieprzerwanie podróżującym w interesach. I właściwie nic nie przeszkadzałoby temu związkowi, gdyby nie nieufność oraz niedopowiedzenia. Dodam jeszcze prawdomówność, bo jak to zwykle w romansach bywa, ludzie nie starają się przekonać innych o swojej niewinności, a pozwalają myśleć trzy po trzy. Choć koniec opowiadania jest wiadomy, to nie istniałoby ono bez wielkiej kłótni, zazdrości i wylanych łez. Tak więc pomiędzy Shelly i Faulknerem jednego dnia jest dobrze, następnego zaś nie. I przyznam szczerze, że wcale mnie to nie denerwowało, ponieważ role odegrane przez postacie są w istocie zgodne z realiami i prawdopodobne. Nie ma nierozumnych wyzwań na powściągliwość przez wielce nieśmiałą dziewczynę, lecz wahania kobiety niedoświadczonej. Opowiadanie jest logiczne choć nie nazwałabym go nieprzewidywalnym, z wiadomej przyczyny. Właściwie podobało mi się ono najbardziej i nie mam podstaw do twierdzenia, że zmarnowałam z nim czas.

  "- Widziałam już w życiu różne niesmaczne rzeczy, ale czegoś takiego jeszcze nie - ogłosiła Marie z pełnym wyższości spojrzeniem. - Czy te dziewczyny z college'u naprawdę nie mają żadnej moralności?
  Nan popatrzyła na nią w milczeniu, a jej czarne oczy były pełne niewypowiedzianej pogardy. Kobieta zaczerwieniła się i odwróciła wzrok, ale dziewczyna nie przestawała się w nią wpatrywać.
  - Cześć, Panienko Chude Żebro - powiedziała Shelly, uśmiechając się do brunetki. - Gdybyś miała trochę mięsa na tych ptasich kosteczkach, byłabyś o wiele bardziej atrakcyjna. Przypuszczam, że ten oto pan Seksowny kaleczy sobie palce, ilekroć cię dotyka.
  - Jak śmiesz! - wybuchła Marie."


  Drugie opowiadanko, "Mieszkanie", Debbie Macomber, jak sam tytuł wskazuje dzieje się w mieszkaniu. W większości w mieszkaniu. Otóż, to właśnie nieszczęsne mieszkanie zostaje wynajęte przez Hilary i Seana, przy czym żadne z nich nie wie o tej drugiej osobie. Pierwsza zajmuje je Hilary, która wyrwawszy się spod nadopiekuńczych ramion mamy, pracująca w orkiestrze, czuje, że w końcu zaczyna żyć. W nocy, po uciążliwej podróży, powracając z wojska, pojawia się Sean. Będąc skrajnie wyczerpanym po prostu usypia koło dziewczyny nie zdając sobie sprawy z jej obecności. A cała afera rozpoczyna się dopiero rano. I jak tu pogodzić, spokojną, dobrze wychowaną i pracowitą dziewczynę, z byłym wojskowym, upartym i zdyscyplinowanym?
 
  Nie ukrywam, że miałam mieszane uczucia po przeczytaniu tego opowiadania. Niby nie było złe, ale do dobrych nie należy. Takie ciągłe wmawianie sobie, że nie mam prawa do czegoś i karanie się, bez powodu, strasznie mnie wkurza. Osobiście nie lubię takich zabiegów, a bohaterek, które dopasowują się jak giętka trawa przy mocnym wietrze, nie cierpię jeszcze bardziej. Skoro kobieta miała na tyle odwagi aby porzucić nadopiekuńczą matkę i wyjechać do innego miasta, to czemu nie ma odwagi pokazać swojego prawdziwego ja i charakteru przy mężczyźnie? Przy tym opowiadaniu dłużej zastanawiałam się czy kontynuować książkę.

  Ostatnie opowiadanie, "Specjalne życzenie", o Sarze i Nathanie zapowiadało się całkiem dobrze. Ona, samotna matka z poukładanym grafikiem, trochę strachliwa, ale z dumą. On, robotnik budowlany, którego miejsce zamieszkania zależne jest od pracy, buntowniczy, ale dokładny. Co ich połączyło? Pewnie zgadniecie. Chłopiec. I pies. Davy, bo tak miał na imię syn Sary, po śmierci dziadka, zaczął pisać do niego listy, z których dowiedzieć się można, jak bardzo pragnął posiadać psa i jak widziała to jego mama. Listy, które młody zawoził na cmentarz do grobu dziadka, nie pozostawały nieprzeczytane. Ich niewinność bowiem została naruszona przez Nathana, gdy w poszukiwaniu swego psa, odnalazł je ukryte. W ten sposób dowiedział się kilku szczegółów z życia samotnej matki oraz gdzie szukać swojego zwierzaka. I tak od słowa do słowa, pies bawił się często z Davym, a Sara zakochała się w Nathanie. Co jednak począć z terminem końcowym roboty, gdy ten tuż tuż? Jak możecie sobie wyobrazić, wątpliwości nie ma końca.

  To opowiadanie, podobnie jak poprzednie nie zwaliło mnie z nóg. Raczej znudziło. Może dlatego umiejscowione zostało jako ostatnie. W każdym razie, już wiadomo dlaczego miałam mieszane uczucia. Książka jako całość, wypadła w moich oczach zwyczajnie. Akcja żadnych z wyżej wymienionych opowiadań ani nie przyprawiła mnie o zawrót głowy, ani nie zaskoczyła swym rozwojem. Nie mogę jednak powiedzieć, że rumieńców na twarzy nie miałam, ponieważ bym skłamała. Z czystym więc sercem mogę ją polecić jako coś niezwykle lekkiego na wieczór bez planów bądź innej ciekawej pozycji. Harlequin nie zawiódł mnie tą książką, ponieważ tego się właśnie po nim spodziewałam.





 A to uwielbiam najbardziej w starych romansach. Delikatną grafikę, którą coraz trudniej spotkać we współczesnym romansie.

Książka bierze udział w wyzwaniach: