Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

W gąszczach mroku

tytuł:                           W gąszczach mroku
autor:                          Amelia Atwater-Rhodes
przeczytana:                4 września 2015
tytuł oryginału:            "In the Forests of the Night"
data wydania: pierw.:  1999
                      polsk.:  2002
wydawnictwo:            Exlibris
tłumaczenie:               Lidia Rafa
liczba stron:                136
ISBN:                         83-88455-95
kategoria:                    fantastyka
moja ocena:                9/10
seria:                          Seria z dreszczykiem tom 1/3





OPIS
  Urodziłam się w 1684 roku, ponad trzysta lat temu. Kiedyś nazywano mnie Rachel. Ten, który mnie zmienił nadał mi nowe imię - Risika. Nigdy nie zapytałam wprost, co oznacza ta zmiana. Wiem jedno - przeistoczyłam się w istotę, która budzi we mnie lęk.

  Za dnia Risika śpi w zaciemnionym pokoju, w małym Concord w stanie Massachusetts. W nocy poluje na ulicach Nowego Jorku. Przyzwyczaiła się do życia w samotności. Ale nagle poczuła, że ktoś ją zaczął śledzić. Ktoś podrzucił jej czarną różę, identyczną jak ta, która odmieniła jej los trzysta lat temu.


MOJA OPINIA
  Na samym początku należy zaznaczyć, że mam sentyment do tej książki. Należy również wiedzieć, że autorka pisząc W gąszczach mroku miała tylko 14 lat oraz bujną wyobraźnię. Trzeba też dodać fakt, iż książka powstała w 1999 roku, dlatego też odbiega odrobinę od rzeczywistości. Ale czy to źle? Nie, raczej nie. Ponieważ wampiry, o których przeczytać można w książce, to w istocie stworzenia, które nie zadają się ze śmiertelnikami - swoją zwierzyną. Pragną krwi, pilnują swego terytorium i toczą walki, ale przede wszystkim nie są już ludźmi i obce są im ludzkie wrażliwości.

 Akcja książki podzielona jest na dwa czasy: teraźniejszość, czyli rok około 1999, w którym powstała książka oraz rok 1701. Główną bohaterką jest Risika, wampirzyca, która wspomina swoje ludzkie życie, dlatego też akcja miejscami przenosi nas ponad 300 lat wstecz. Nosiła wtedy imię Rachel, mieszkała z bratem bliźniakiem, przyrodnią siostrą oraz ojcem w małym miasteczku. Pewnego dnia otrzymała czarną różę od mężczyzny, który był jej obcy. Gdy kolec skaleczył ją i na palcu pokazała się krew, jej los został przypieczętowany i tylko kwestią czasu było, aż ktoś zmieni ją w wampira. Tą osobą była Ather, słaba w swym gatunku, lubująca się w przemianie silniejszych od siebie, w nadziei, że będą ją chronić. Gdy wybrała Rachel, nie sądziła, że ta ją znienawidzi.

  "- Jesteś zła. Nie będę zabijać tylko dlatego, że ty mi każesz...
  - Więc zabij, bo masz do tego prawo - wycedziła przez zęby. Czułam, że przez mój upór Ather zaczyna tracić cierpliwość. - Nie jesteś już człowiekiem, Risiko. Ludzie to nasza zwierzyna. Nigdy nie było ci żal kurczaków, które tyle razy zabijałaś, żeby urozmaiciły twój posiłek. Zwierzęta hoduje się po to, żeby je zabijać. Płacisz za nie, należą do ciebie. Dlaczego wobec tego pokarmu czujesz coś innego?
  Jej rozumowaniu nie można było niczego zarzucić.
  - Przecież nie można zabijać ludzi. To...
  - Złe? - dokończyła za mnie Ather. - Świat jest zły, Risiko. Wilki polują na sarny. Sępy żywią się trupami. Hieny atakują słabszych. Ludzie zabijają to, czego się boją. Przetrwaj i bądź silna albo zgiń, zaszczuta przez własną ofiarę, drżąca ze strachu w mroku nocy."

  Risika śpi za dnia, a nocami poluje. Jednak nie dlatego, że słońce może zamienić ją w proch. Po prostu tak lubi. I wszystkie te bajki, które ludzie wymyślili sobie na temat wampirów, śmieszą ją tylko. Nie ma przyjaciół, ani rodziny. Nie utrzymuje z nikim bliskich kontaktów, aby nie narażać się na niewygodne pytania i żeby mieć po prostu święty spokój. Jest jednak ktoś, kogo wampirzyca kocha. Jest to tygrysica, zamknięta w zoo, choć jej żywiołem jest wolność. We dwie rozumieją się świetnie. Jednak pewnej nocy, gdy Risika zaczyna polować na terytorium swojego wroga, Aubrey'a, miłość jaką obdarzyła tygrysicę, zostaje wykorzystana przeciwko niej. Wtedy Aubrey wygrywa, tak samo jak ponad trzysta lat wcześniej, gdy podarował jej czarną różę. I choć zawsze budził w Risice strach i nienawiść, jeden czyn przechylił szalę obelg i wampirzyca postanawia rzucić mu wyzwanie, wreszcie udowodniając, nie tylko sobie, ale i wszystkim z gatunku wampirów, kto ma większą moc.

  Książka jest krótka, napisana prosto i z pomysłem. Pokazuje rozwój duszy, która poprzez bodźce zewnętrze otaczającego świata, zmienia się nie do poznania i akceptuje istotę, którą się stała, choć wcześniej jej nienawidziła. Rachel przeradza się w Risikę, nie tylko z racji stania się wampirem, ale również za sprawą całkowitego odrzucenia ludzkich emocji oraz słabości. Dzięki temu staje się potężna oraz budzi strach w swym gatunku.

  Być może nie jest to oryginalna historia, bo wampirów nam nie brak, jednak jest w niej coś, co mnie urzeka. Zapewne jest to spowodowane brakiem miłości pomiędzy istotami paranormalnymi a ludźmi, a dominacja jednych nad drugimi. Wracam do niej od czasu do czasu, ponieważ lubię czytać zdania, które się w niej znajdują. Mają swój styl, który w prostych słowach, przekazuje bardzo dużo emocji i doznań, traktując je prawdziwie, bez uczucia fałszu i nierealności. Cała atmosfera książki nie pozwala wedrzeć się sztuczności czy choćby odczuć, że dane wydarzenia są tylko fikcją.

  Z czystym sercem mogę napisać, że mogłaby spodobać się osobom w niemal każdym wieku. To, że jest klasyfikowana raczej dla młodzieży, nie wpływa na negatywny odbiór jej przez dorosłych. Czytałam ją wielokrotnie, niemal każdego roku, więc mogę otwarcie powiedzieć, że jest napisana dla każdego. Pomimo prostego języka i akcji nie posiadającej dziesiątek wątków, książka posiada swój urok.

FRAGMENTY
·         s.7 William Blake "Tygrys"
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto jagnię, lecz i ciebie stworzył

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

·         s.84 "Miłość w swej sile może się równać jedynie z uczuciem nienawiści, tyle że nienawiść nie przynosi cierpienia. Miłość, zaufanie, przyjaźń i wszystkie inne emocje, które tak bardzo cenię, sprawiają ból. Tylko miłość może złamać serce."


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

    
  

sobota, 5 września 2015

W pół drogi do grobu

tytuł:                           W pół drogi do grobu
autor:                          Jeaniene Frost
przeczytana:                6 sierpnia 2015
tytuł oryginału:            "Halfway to the Grave"
data wydania: pierw.:  2007
                      polsk.:  2011
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Anna Reszka
liczba stron:                448
ISBN:                         978-83-7480-219-2
kategoria:                   fantastyka, romans paranormalny
moja ocena:                7/10
seria:                          Nocna Łowczyni tom 1/3







OPIS
  Dokonując zemsty, półwampirzyca Catherine Crawfield poluje na nieumarłych i ich zabija. Ma nadzieję, że odnajdzie wśród wampirów swojego ojca, odpowiedzialnego za zniszczenie życia jej matce. Schwytana przez Bonesa, łowcę nagród polującego na wampiry, zostaje zmuszona do współpracy. W zamian za odnalezienie ojca Cat zgadza się trenować z seksownym nocnym łowcą, aż dorówna mu umiejętnościami walki. Jest zdziwiona, że nie kończy jako jego przekąska. Czyżby rzeczywiście istniały dobre wampiry? Wkrótce Bones przekona ją, że bycie mieszańcem nie jest wcale takie złe. Zanim jednak Cat zdąży się nacieszyć nowo zdobytym statusem pogromczyni demonów, oboje będą ścigani przez grupę zabójców. Cat musi opowiedzieć się po jednej ze stron... A Bones okaże się dla niej równie kuszący jak żywy mężczyzna.


MOJA OPINIA
  Jeniene Frost zrobiła mi ochotę na tę książkę, nie pomnę lata temu. Okładka, opis oraz pomysł przemawiały za, jedynie okazji do kupna było mało. O tym, że książka jest teraz moją własnością, świadczy jedynie przypadek, ponieważ tyle pozycji na mnie czeka, że o wielu już zapomniałam. Pomijając jednak fakt posiadania, pragnę powiedzieć kilka słów o odczuciach jakie towarzyszyły mi w trakcie czytania i po przeczytaniu. Moje emocje przed przeczytaniem raczej zna większość czytelników, którzy napalili się na jakąś pozycję i w końcu ją mają.

  Otóż akcja zaczęła się niezmiernie ciekawie, czyli od morderstwa wampira. Wykonawczynią była oczywiście Cat, półwampirzyca, której istnienie zawdzięcza zachłannemu wampirowi. Jej życiowym celem jest zgładzenie wszystkich długozębnych, krwiolubnych istot, które mają nieprzyjemność się na nią natknąć, pałętając się w nocnym barze. Zaczęła zabijać będąc nastolatką i zdobyła już nieco wprawy w swoim fachu, jednak natknęła się na kogoś, kto wprawy miał dużo więcej niż ona. Na Bonesa, wampira mordującego wampiry. I choć była przygotowana, że w każdej chwili z myśliwej może stać się zwierzyną, i tak było dla niej zaskoczeniem, że sobie nie poradziła. Porwana, odrobinę pobita oraz związana, pertraktując z niedoszłą ofiarą, stara się przetrwać, jednak za bardzo się nie starając. Wyzywa go na pojedynek, prowokując oraz poddając w niepewność jego odwagę, szlachetność oraz uczciwość. Nie trudno wyobrazić sobie kto przegrał. (Cat). Ceną za przegraną był układ. Trening oraz pomoc w schwytaniu wampira, w zamian za odnalezienie ojca Cat. Chcąc nie chcąc pakt z diabłem musiał zostać zrealizowany. Ucieczki nie było, ani fizycznej, ani mentalnej, ani uczuciowej.

  Rozpoczynając książkę, czułam spokój przed nadchodzącą lekturą. Dobrą lekturą. O wyzywającym temacie oraz ciekawej akcji. I tak z każdą stroną traciłam ten spokój, zamieniając go w lekkie rozczarowanie. Spodziewałam się krwistych stron o niezmiennej zemście. Sądziłam, że przeczytam o planach akcji, przemyślanych i dopracowanych bijatykach, o satysfakcji, gdy wbijając nóż w serce umarłego, przez rękę przechodzą drgania zwycięstwa, a widok tlących się zwłok przyprawia o ekstazę i zawrót głowy. Chciałam pochłaniać książkę o duszy wojowniczki, której zaszczepione zło, towarzyszyć będzie na jej ramieniu każdego morderczego dnia, w każdej godzinie, minucie i sekundzie. Pragnęłam zemsty i zatracenia się w czynach niczym szaleniec, opętany jedną myślą, bezgranicznie dążący do samozaspokojenia i zagłady. Pragnęłam czytać tak, aby to moja ręka dźwigała ten nóż, kreśląc nim krwawe ślady w teraźniejszości. Tak, pragnęłam tego...

  Otrzymałam za to skromną historię o półwampirzycy, której przesłaniem, wpojonym przez zranioną matkę, było mordowanie wampirów. Decyzje, które powinny pozostać nieruchome jak głaz, niezmienne, przerodziły się wraz z poznaniem Bones'a w wahania, a później w zastanowienia. Skoro pragnie się zemsty, powinno się jej dokonywać konsekwentnie, bez niepotrzebnego zakochiwania się w uczuciowym i niezwykle przystojnym jegomościu. Dorzucę do tego fakt gwałtu oraz aplikowanie kobietom w barze tabletki gwałtu, wykorzystywanie Cat jako chodzącej przynęty na wampira oraz motyw mordowania wampira przez wampira. To wszystko mi nie pasuje jako układanka. Czegoś jest za dużo, dużo jest przeinaczone, a więcej niż dużo jest napisane dla młodzieży. Skoro już pokuszamy się o sceny łóżkowe z dokładnym ich opisem, to i język oraz wydarzenia należy do nich dopasować. Takie jest moje skromne zdanie.

  Nie oceniam książki źle, ponieważ nie była najgorszą jaką w życiu przeczytałam o wampirach, ale na pewno nigdy nie będzie faworytą. Jest typową książką dla młodzieży, choć przemieniła się w więcej niż jeden pocałunek. Jak dla mnie nie jest wyważona, jednak oceniam ją z punktu widzenia osoby, której wiek młodzieżowy dobiegł raczej końca. Czy polecam? Raczej tak. Zaznaczam tu jednak, że jestem rozczarowana i nie mogę zagwarantować, że ktoś po jej przeczytaniu również rozczarowany nie będzie. Jako młodzieżówka jest dobra, z kilkoma mankamentami. Jako książka dla dorosłych, słaba.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    
  

wtorek, 28 lipca 2015

Wyspa Doktora Moreau

tytuł:                           Wyspa Doktora Moreau
autor:                          Herbert G. Wells
przeczytana:               23 lipca 2015
tytuł oryginału:           "The Island of Doctor Moreau"
data wydania: pierw.:  1896
                      polsk.:  1988
wydawnictwo:            ALFA
tłumaczenie:               Ewa Krasińska
liczba stron:               176
ISBN:                        83-7001-131-4
kategoria:                   fantastyka
moja ocena:                8/10
seria:                          Dawne Fantazje Naukowe tom 7
                                  Galaktyka Gutenberga tom 49

OPIS
  Satyra w formie alegorii. Edward Prendick, rozbitek, jest świadkiem eksperymentów doktora Moreau, który przekształca zwierzęta w istoty ludzkie. Parodia ludzkich kształtów jest jednak tylko fasadą, pod którą kryją się zwierzęce instynkty.


MOJA OPINIA
  Herbert George Wells, angielski powieściopisarz, dzięki swym dziełom stał się jednym z pionierów gatunku science fiction. W 1986 napisał "Wyspę Doktora Moreau", która nie będąca jego debiutem, ukazuje jego styl pisarski w kwiecie tworzenia. Książka ta bowiem zaskoczyła mnie swoją treścią, choć okładkę ma dość wymowną. Nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. I to jest najlepszym, co mogłam otrzymać od książki.

  Na samym początku powieści zostajemy wprowadzeni w okoliczności powstania i odnalezienia zwierzeń Edwarda Prendicka. Prezentuje je nam Charles Edward Prendick, którego główny bohater i opowiadający historię, jest wujkiem. Twierdzi on, że opowieść ta nie ma żadnego potwierdzenia, jednak okoliczności zniknięcia na morzu i ponownego pojawienia się Edwarda Prendicka, są zagadkowe.

  Edward Prendick, cudem ocalały po katastrofie statku "Królowej Próżności", wycieńczony i spragniony, dryfuje na morzu, dopóki Montgomery, nie lituje się nad nim i bierze na pokład statku. Tam zostaje wyleczony, lecz nie jest mile widziany, bowiem kapitan statku, wieczny pijak, nie chce go na swym pokładzie, tak samo jak nie chce dalej wieźć zwierząt należących do Montgomery'ego. Wysadza go więc z powrotem na tratwę, na której wcześniej dryfował, na pastwę oceanu. Jednak miękkie serce Montgomery'ego znów ratuje Edwarda i zabiera go na tajemniczą wyspę, która nie posiada nawet nazwy.

  "- Przypadek - odparł. - Ślepy traf.
  - Chciałbym jednak wyrazić swoją wdzięczność jego wykonawcy.
  - Niech pan nie dziękuje. Pan potrzebował pomocy, a ja wiedziałem, jak jej udzielić, karmiłem więc pana i szpikowałem zastrzykami - można powiedzieć, że był pan dla mnie nowym okazem do kolekcji. Nudziłem się, szukałem jakiegoś zajęcia. Gdybym tamtego dnia był zmęczony lub gdyby nie przypadła mi do gustu pańska twarz... kto wie, co by się z panem w tej chwili działo.
  Jego słowa trochę mnie ostudziły.
  - Nie zmienia to jednak... - zacząłem.
  - Ślepy traf, zapewniam pana - przerwał mi - jak wszystko w ludzkim życiu. Tylko osły nie chcą tego zrozumieć."

  Na tej nieznanej światu wyspie Edward Prendick czuje się niezwykle dziwnie. Czuje strach i niepewność. Za dnia bowiem jest zamykany w swym pokoju i słyszy okrzyki bólu zwierzęcia, znajdującego się za ścianą. Gdy udaje mu się wyjść z tego małego więzienia, zwiedza wyspę, napotykając na swojej drodze, ni to stwory, ni to ludzi. Niektórzy bowiem w większym stopniu przypominają zwierzęta, choć poruszają się na dwóch nogach, mówią i posiadają Wielkie Prawo, które zabrania poruszania się im na czterech łapach, drapania pni drzew, chłeptania wody; a nakazuje czczenie wielkiego Pana, który mieszka w Domu Cierpienia i może zadać krzywdę każdemu, w dowolnej chwili. Tą osobą jest nie kto inny, jak Doktor Moreau.

  Świat, który zaprezentował mi Wells, nie był mi wcześniej znany. Nie mówię tu oczywiście o wyspach, ale o operacjach zmiany zwierzęcia w człowieka. Zmodyfikowania mu mózgu, tak aby mógł mówić i odczuwać. Jak widać ludzka wyobraźnia jest bezmierna. I to uwielbiam. Pomysł, który wcześniej nie był wykorzystany, który jest świeży i pozwala rozwinąć skrzydła dla takich pisarzy jak Herbert Wells. Nie powiem, że była to książka, przez którą nie mogłam spać, jednak poświęcałam jej więcej czasu, niż powinnam.

  Możecie sobie wyobrazić, w jakim zdziwieniu byłam, gdy odkryłam, że strony 16-32 są do góry nogami? Nie wiem czy posiadam egzemplarz unikalny, czy każdy został wydany z tą pomyłką, niemniej jednak było to dziwnym utrudnieniem. I właściwie oprócz tego, nie ma w tej książce niczego, czego mogłabym się 'uczepić'. Akcja jest. Nie nudzi. Ciekawie. Oryginalnie. Krótko i zwięźle. Mogę uczciwie stwierdzić, że przysłowie 'stare ale jare', idealnie pasuje do tej książki. Pomimo iż została wydana jakieś 120 lat temu, wcale nie czuje się tego upływu lat. A przecież zmienił się nie tylko język, ale i sposób postrzegania. Zmieniła się technologia i narzędzia. A książka jest wciąż dobra.

  I gdyby się tak głębiej przyjrzeć, to opis książki jest właściwy, ponieważ bez względu na to, jak bardzo doktor Moreau starał się nadać zwierzęciu cechy ludzie i stworzyć z niego człowieka, to jego pierwotne instynkty zawsze brały górę. Z tego płynie proste przesłanie, że ewolucja wie co robi i właściwie nie warto w nią ingerować. I to jest najwartościowsze w tej książce. Bo gdyby nie szukać drugiego dna, okazałaby się ona zwykłą opowiastką z elementami fantastycznymi. Jednak skąd właściwie wiadomo, co autor miał na myśli, pisząc książkę?

  Polecam. I tyle. Już się napisałam. Książka jest krótka i wartościowa. Podobna do pięknej opowieści na dobranoc dla dzieci, z której płynie mądry i dalekowzroczny morał. Takie książki warto czytać :).


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    

czwartek, 9 lipca 2015

Wielkie dni łotrów


tytuł:                           Wielkie dni łotrów
autor:                          Rajmund Hanke
przeczytana:               5 lipca 2015
tytuł oryginału:            -
data wydania: pierw.:  1980
wydawnictwo:            ISKRY
tłumaczenie:               -
liczba stron:                175
ISBN:                         83-207-0241-0
kategoria:                   zbiór opowiadań science fiction
moja ocena:                6/10
seria:                          Fantastyka - Przygoda


ZAWARTOŚĆ ZBIORU
Wielkie dni łotrów
Planeta jaszczurek
Eksperyment
Do niej


MOJA OPINIA
  Rajmund Hanke (1939-2012), znany polski działacz kulturalny, społeczny oraz polityczny. "Wielkie dni łotrów" jest trzecią książką w dorobku tego pisarza, lecz warto zaznaczyć, że jedyną z gatunku science fiction. Co skusiło autora do wyboru takiego kierunku w pisarstwie - nie wiem, jednak rezultaty jakie może przeczytać czytelnik nie należą do chwalebnych. Choć być może nie odszukałam w nich drugiego dna, tego politycznego, które ze względu na cenzurę powinno być zgrabnie ukryte.

  Pierwsze z czterech opowiadań "Wielkie dni łotrów" ma miejsce na Ziemi, gdzie lądują statki kosmiczne innej inteligentnej cywilizacji. W miarę rozwoju sytuacji dowiedzieć się można, że są to Jowiszanie, pochodzący oczywiście z Jowisza, zwący siebie lędzinami. I od razu zaczynają się kłopoty. Przy lądowaniu  statków zostaje zniszczonych wiele domów i innych budynków miasta, a co za tym idzie, uśmierconych wielu mieszkańców. Ziemianie oczywiście obwiniają za to przybyszów, jednak pragną z nimi pokoju, więc puszczają płazem te morderstwa. Były przecież nieświadome. Jowiszanie w obliczu zagrożenia, uruchamiają w swym ciele specjalny klucz obrony, który pozwala im palić oraz niszczyć wszystko na swej drodze. I tu powstaje impas. Jak zaprowadzić pokój z istotami tak potężnymi, które nie słuchają głosu rozsądku, które nie potrzebują ani jeść, ani pić i są stworzone z metalu?

  "- Moje przedsiębiorstwo od lat cierpi na brak rąk do pracy - zwierzał się Rytus Donetowi i  Tuczowi. - Ludzie szukają roboty łatwiej i przyjemnej. Żeby się przypadkiem nie ubrudzić, nie przemęczyć, ale, oczywiście, jak najwięcej zarobić. Nie doceniają pracy fizycznej. Od jutra mógłbym zatrudnić setki Jowiszan."

  Przewidujące, nieprawdaż? Zachodzę jednak w głowę, kogo miał dotyczyć tytuł opowiadania. Ludzi czy Jowiszan?

  "Planeta jaszczurek" to króciutkie opowiadanie dotyczące ekspedycji naukowej na inną planetę. Wybrało się troje ludzi. Dwóch mężczyzn i kobieta. Od początku opowiadania przydarzają im się same nieszczęścia. To kamień uderzający w statek, to fatalne lądowanie, skrzywdzenie ogromnej skorupy żółwia, kłopoty z uruchomieniem kapsuły, napad jaszczurek... Mogłabym wiele wyliczać. Doszłam do wniosku, że właściwie nie wiem o czym jest to opowiadanie. Tylko o wyprawie na inną planetę i opisie dziwnych zwierząt? Być może jest to tylko jedna z wielu możliwości wyglądu innych planet, gdzieś tam w galaktyce.

 "Eksperyment" dotyczy prac naukowych doktora, pragnącego zapłodnić sztucznie jajo kobiece i cały proces rozwoju dziecka przeprowadzić tylko i wyłącznie za pomocą maszyn. Eksperyment udaje się, jednak dziecko, które rodzi się w ten sposób jest odpychające. Nie tylko wygląd jest inny ale również i myślenie oraz brak mowy. Potrafię zrozumieć, że to opowiadanie może mieć w sobie przesłanie. Że eksperymenty mogą być niebezpieczne, a kolejne próby nie zawsze wróżą dobre wyniki i czasem nierozsądnie jest kombinować z naturą.

  "Do niej" to sielskie opowiadanie o dwudziestym pierwszym wieku i możliwości poddania się zamrożeniu, aby móc ponownie obudzić się za kilkadziesiąt lat. Na początku wydaje się właściwie o niczym, dopiero później jednak można dojść do wniosku, że jest ono smutnym opisem życia chłopca, który wierzył, że gdy obudzi się za pięćdziesiąt lat, ludzie będą kulturalniejsi i życie w końcu nabierze sensu. Z opowiadania jasno wynika, że zawiódł się niemiłosiernie, bo ludzie wcześniej i później są tacy sami, mimo iż minęło tyle lat.

  Nie oceniam książki wysoko, ponieważ nie jest wykluczone, że moja interpretacja jest nadinterpretacją i zachwalam coś, co nie jest tego warte. Mimo iż książka ma jakieś 170 stron, męczyłam się z nią niemiłosiernie, ponieważ język był dla mnie utrapieniem. Dochodzę jednak do wniosku, że książka nie jest tylko błahym słowem na papierze - zawiera dziwne przeczucia autora, który pisząc ją około roku 1980, kreował swoją wizję przyszłości, którą zaobserwować można w podanym fragmencie. Sądzę, że jest trafny, aczkolwiek w dzisiejszych czasach ludzie chcą oczywiście mało pracować a dużo zarabiać, jednak wolnych miejsc pracy jest zdecydowanie mniej niż kiedyś. Wiąże się to nie tylko z dużą ilością ludności (co obrazuje opowiadanie "Do niej"), ale także z wymyślnymi eksperymentami naukowymi, dzięki którym maszyny zastępują ludzka pracę (co obrazuje opowiadanie "Eksperyment"). Tylko co zrobić, aby dzisiejsza sytuacja bezrobocia nie była już problemem? Może zastosować to, co autor w opowiadaniu "Planeta jaszczurek" i wysyłać ludzi w galaktykę, w poszukiwaniu nowych, zamieszkałych planet?

  Jestem neutralna. Nie polecam książki, ani nie odradzam. Dla ludzi lubiących wgryzać się w każde słowo może okazać się kopalnią przeczuć autora, ale dla tych co lubią szybko i łatwo, nie będzie odpowiednia. Wybór pozostawiam oczywiście Wam, bo wiem, że mogę Wam jedynie szeptać, a to, czy będziecie chcieli mnie wysłuchać, to tylko i wyłącznie (niestety!) Wasza decyzja. Wiadomo przecież, że z czytania należy mieć przyjemność, a poprzez zmuszanie, nigdy przyjemności nie ma.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    

piątek, 17 kwietnia 2015

Władca szczurów

tytuł:                           Władca szczurów
autor:                          Rafał Ziemkiewicz
przeczytana:               15 kwietnia 2015
tytuł oryginału:            -
data wydania: pierw.:  1987
wydawnictwo:            ALFA
tłumaczenie:               -
liczba stron:                208
ISBN:                        83-7001-129-2
kategoria:                   opowiadania/ sci-fi
moja ocena:                7/10
seria:                          Biblioteka Fantastyki [ALFA] tom 10


OPIS
  Rafał A. Ziemkiewicz (ur. 13 września 1964) jest studentem polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego i współzałożycielem powstałej w 1982 w Klubie Fantastyki SFAN grupy autorskiej TRUST. Zgodnie z jej założeniami pisze opowiadania w konwencji realistycznej o tematyce socjologicznej i politycznej. Władca szczurów jest debiutem młodego autora i w porządku chronologicznym prezentuje osiem wczesnych opowiadań, począwszy od "Cortex cerebri", które powstało w maju 1981, aż po "Hellas III" (grudzień 1983).


ZAWARTOŚĆ ZBIORU
  Notatnik (I)
1. Cortex cerebri
    Notatnik (II)
2. Pilot
    Notatnik (III)
3. Prezydent
4. Łąka
    Notatnik (IV)
5. Władca szczurów
    Notatnik (V)
6. Głosy z oddali
7. Labirynt
    Notatnik (VI)
8. Hellas III


MOJA OPINIA
 Rafał Aleksander Ziemkiewicz - polski dziennikarz, publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, pisarz fantastycznonaukowy i działacz fandomu (społeczność fanów fantastyki). Władca szczurów jest jego debiutem jako zbiór opowiadań, zawierających w sobie elementy polityczne oraz wysoko rozwiniętą mechanizację i naukę, jaką są roboty oraz podróże międzyplanetarne.

  "Cortex cerebri" (maj 1981) - Na własną prośbę oficer Avaken, odchodzi z wojska. Zakochał się i resztę dni pragnie spędzić u boku wybranki. Jest on pierwszą od 34 lat osobą, która zapragnęła demobilizacji na prośbę własną. Co go do tego skłoniło? Władze nie mogą pozwolić sobie na utratę tak ważnej osobistości i puszczenie jej samopas. Ale jak skłonić kogoś do powrotu, aby ten nie wiedział, że jest sterowany, a chęć powrotu była jego własną decyzją?
  Pierwsze opowiadanie w zbiorze wywołało u mnie zdziwienie, ponieważ po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością autora. Jednak było to przyjemne zdziwienie, będące skutkiem spodobania mi się opowiadania. Ostatnie kilka zdań dało mi wiele do myślenia, i choć tekst był krótki, mogłabym opowiadać o nim bardzo długo, wprowadzając własną interpretację.

  "Pilot" (lipiec 1981) - Do szpitala psychiatrycznego, na oddział krytyczny, trafia pewien znany sierżant. Ealt Merock. Ma dobre i złe dni. W te dobre zachowuje się jak normalny człowiek, rozmawia racjonalnie i myśli spostrzegawczo. Natomiast te złe objawiają się najróżniejszymi stanami. Mamrota wciąż coś pod nosem i rozmawia do skafandra, karmi go i tuli. Kiedyś wsławił się bohaterską akcją przeciw rebeliantom, pragnącym użyć statku i znajdujących się tam reaktorów, jako broni przeciwko Ziemi. Co takiego wydarzyło się wtedy, że sierżant Merock objawił się w szpitalu dla chorych psychicznie?
  Opowiadanie daje wiele do myślenia. Ukazuje, że prawda, która ogólnie jest postrzegana przez społeczeństwo, niekoniecznie musi być prawdą. Wiele rzeczy przecież ludzki umysł wymazuje, zaprzeczając, że kiedykolwiek istniało. To opowiadanie wciągnęło mnie na dobre.

  "Prezydent" (styczeń 1982) - Wokół trwa wojna. Ludzie giną jak odpalone zapałki. Znajdując się na Manwenie, toczą spór o nieprawidłowe rządy prezydenckie. Ten, kto pierwszy go zabije, przejmie jego urząd - to powszechna wieść. Lecz jak uniknąć zdrajców i szpiegów, których przysyła się z Ziemi, chcąc kontrolować Manwen? A ci szpiedzy to nie tylko ludzie. Ziemianie bowiem wyprzedzili Manwen o wiele lat pod względem rozwoju techniki. Tam roboty to codzienność. Najgorszy sęk w tym, że są do złudzenia podobne do ludzi. Jedynym co je wyróżnia to szybko gojące się rany i wytrwałość.
  Opowiadanie dość długie i zawiłe. Mnóstwo nazwisk generałów i nigdy do końca nie wiadomo, który jest tym dobrym. Czy zlecenie ich zabicia będzie poprawne, czy też zginąć powinni inni, trudno jest odgadnąć. Opowiadanie bowiem jest jednym wielkim spiskiem i nie wiadomo komu ufać.

  "Łąka" (marzec 1982) - Umierający chłopiec traci przytomność i przenosi się na tytułową Łąkę. Tam spotyka przyjaciół, którzy z niego nie drwią, którzy bawią się z nim i rozmawiają. Jest mu tam dobrze i tęskni do nich za każdym razem, gdy odzyskuje przytomność. Dzieje się to wiele razy, gdy ciało chłopca wykonuje wysiłek fizyczny. Rodzice są zrozpaczeni, a chłopiec w końcu jest szczęśliwy. Nie ważne jest dla nich, co Jim myśli, tylko jego zdrowie. I właśnie na przekór jemu szukają sposobu, aby przywrócić go do zdrowia. Dlaczego są tak uparci, skoro chłopiec najwyraźniej jest szczęśliwy?
  Przepiękne opowiadanie, które musiałabym opowiedzieć do końca, aby móc wyjaśnić dlaczego mi się tak podoba. Ukazuje punkt widzenia chłopca chorego, pogodzonego ze śmiercią oraz rodziców, zrozpaczonych. Dając sobie szczęście odbierają je chłopcu. Głębokie i bardzo smutne.

  "Władca szczurów" (luty 1982) - w świecie niepoprawnych rządów i rozkazów bez sprzeciwu, ludzie chcący się zbuntować i zachować życie, uciekają do sieci tunelów wybudowanych przed wieloma laty. Nazywają ich szczurami, ponieważ żyją nie wychodząc na powierzchnię. Jest tam również Starzec, nazywany Władcą Szczurów. Naprawdę nazywa się George Sandor i uciekł do tuneli, zdawszy sobie sprawę jak bardzo zatruty jest świat w którym żył. Teraz władza przypomniała sobie o nim i o ludziach jemu podobnych. Chcą ich wybić jak niechciane robale, bez uwzględniania płci czy wieku. Są buntownikami. Jak można być aż tak posłusznym, aby zabijać ludzi bez powodów, bez sądu?
  Opowiadanie z głębokim dnem, które uświadamia nam głębię przemocy i głupoty ludzi u władzy. Zwykłe 'pozbyć się ich' i kilkadziesiąt istnień starte w proch. Bardzo prawdziwe i obrazujące opowiadanie.

  "Głosy z oddali" (14 sierpnia 1982) - Do prywatnego detektywa zgłasza się klient z nietypową prośbą. Oczywiście detektyw ma odnaleźć osobę zaginioną, jednak ta osoba może wyglądać przeróżnie. Może być Murzynem bądź nie, grubym, chudym, o rudych włosach, w okularach - nie wiadomo. Klient bowiem wierzy, że w chwili nagłej śmierci jego syna na wojnie, jego dusza odrodziła się w innym ciele. Podaje datę zgonu swego syna, będącą również datą narodzin innego chłopca. Oto zadanie do wykonania. Czy klient ma wszystkie klepki na miejscu? Tego trzeba się dowiedzieć, czytając.
  Bardzo, bardzo spodobało mi się to opowiadanie. Nie potrafię powiedzieć czemu, ale było naprawdę przejmujące. A zdania końcowe pobudziły mnie do wielu przemyśleń i słów niewypowiedzianych przez autora.

  "Labirynt" (lipiec 1983) - Ghart pragnie szczęścia. Dla siebie i dla swojej kobiety - Elen. Dla niej szczęściem będzie dziecko, którego pragnie. Jednak aby móc dziecko posiadać, należy otrzymać zgodę na małżeństwo. Aby otrzymać zgodę na małżeństwo, trzeba być wysoko postawionym lub wsławić się czynem. Ghart - policjant, którego przełożony raczej nie lubi, nie otrzymuje żadnych zleceń, mogących pomóc mu się wybić. Gdy otrzymuje wiadomość od przyjaciela, że znaleziono ciało znanego i bogatego profesora Centralnej Akademii Fizyki Stosowanej, wie że to jego szansa. I zrobi wszystko aby udowodnić, że winnym jest robot.
  Długie opowiadanie, które podobnie do poprzednich, ma swoje ukryte przesłanie. Poświęcając siebie dla dobra i zachcianki innej osoby, można stracić wiele, będą niedocenionym. Podobało mi się bardzo pewnie ze względu na kilka ostatnich zdań. Burzą wszystko.

  "Hellas III" (grudzień 1983) - Rzecz dzieje się na Marsie. Jak to jest z przeczuciami? Czasem zawodzą a czasem ratują. Wybucha pogłoska, że buntownicy chcą wysadzić reaktor jądrowy, aby zniszczyć wszystko, co zbudowano na Marsie. John puścił to mimo uszu. I tu popełnił błąd. Ponieważ buntownicy mieli odrobinę racji w buntowaniu się. Nie chcieli griggerów, które podobno miały wzmacniać pole oddziaływań myślowych, tak aby okno się otwierało, światło gasło - na sama naszą myśl. Te właśnie wzmacniacze były również środkiem kontroli społeczeństwa - każda myśl była znana Rządowi. A więc dobrze, że się buntowali, czy nie?
  Ziemkiewicz częstuje nas tutaj odrobiną intrygi w intrydze. Trzeba pilnować słów, ponieważ znaczą one wiele, a zgubiwszy jedno, gubi się wszystko.

  Władca Szczurów choć krótka książeczka, daje nam wiele do myślenia. Pokazuje jak sprytnie można być manipulowanym, nie będąc tego świadomym. Jak ludzie u władzy rzucają nam okruszki wiedzy, czekając aż się na nie skusimy, a wszelką butność likwidując strzałem. Nie mogę tu również pominąć istotnej roli robotów. Może nie wspomniałam o nich przy każdym opowiadaniu, jednak trzeba pamiętać, że są. Duża garść science fiction w pigułce - to właśnie Ziemkiewicz w Władcy Szczurów. Czyta się szybko, jednak muszę uprzedzić, że dużo przy tym się myśli. Jak na debuit - to świetnie.

  Ilustracje - Andrzej Biedrzycki


FRAGMENTY
·         s.85 "Myślę, że każdy facet u władzy staje się skurwysynem, nawet jeśli przedtem był z niego kryształowo czysty człowiek." ~Prezydent
·        s.131 "...sądzę, że nie ma ludzi z natury złych. Człowiek rodzi się dobry, zła uczy go życie." ~Władca szczurów
·         s.176 "- Nie przejmuj się niczym - mówiła. Niczym. Rób zawsze to, co będzie dobre dla ciebie. Wiem, to czasem boli, ale to jedyny sposób, żeby do czegoś dojść. Myśleć tylko o sobie. Może to brzmi potwornie cynicznie, ale takie jest życie. Trzeba w nim wygrać za wszelką cenę." ~Labirynt
·         s.177 "- Sam mówiłeś, że trzeba być silnym - spojrzała mu w oczy. - Zabiłbyś, gdybyś mógł w ten sposób zapewnić mi szczęście?
- Nie pomyślałaś, że największej siły wymaga to, aby w takiej sytuacji nie zabić?
- Tak. Ale to nic nie daje." ~Labirynt


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach: