GRY

niedziela, 17 marca 2013

W gąszczach mroku


tytuł:                          W gąszczach mroku
autor:                         Amelia Atwater-Rhodes
posiadam skąd:          z bibliotek gim. 21, na komputerze
posiadam od:             -
przeczytana:                
tytuł oryginału:            „In the Forests of the Night”
data wydania: pierw.:   1999
                      polsk.:  2002
wydawnictwo:             Exlibris
tłumaczenie:               Lidia Rafa
liczba stron:               135
ISBN:                         83-88455-95
kategoria:                   fantastyka
moja ocena:               10/10
seria:                         Seria z dreszczykiem t.1/3(4)

Wydawnictwo: Exlibris 





ZAWARTOŚĆ ZBIORU
czasy:   teraz
            1701r.

OPIS
  Za dnia Risika śpi w zaciemnionym pokoju w małym Concord w stanie Massachusetts. W nocy poluje na ulicach Nowego Jorku. Przyzwyczaiła się do życia w samotności. Ale nagle poczuła, że ktoś zaczął ją śledzić. Ktoś podrzucił jej czarną różę, identyczną jak ta, która odmieniła jej los trzysta lat temu.
  „Urodziłam się w 1684r., ponad trzysta lat temu. Kiedyś nazywano mnie Rachel. Ten, który mnie zmieniła, nadał mi nowe imię – Risica. Nigdy nie zapytałam wprost, co oznacza ta zmiana. Wiem jedno – przeistoczyłam się w istotę, która budzi we mnie lęk.”


FRAGMENTY
·   „Tygrys” – William Blake

Tygrysie, błysku w gąszczu mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? Kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto jagnię, lecz i ciebie stworzył.

Tygrysie, błysku w gąszczu mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

·   Miłość w swej sile może się równać jedynie nienawiści, tyle że nienawiść nie przynosi cierpienia. Miłość, zaufanie, przyjaźń i wszystkie inne emocje, które tak bardzo cenię, sprawiają ból. Tylko miłość może złamać serce.”
·   „Wieczność to za długo, by żyć w strachu.”
·   „Przeszłość nieustannie rzuca cień na teraźniejszość.”

MOJA OPINIA

ZACZERPNIĘTE Z KSIĄŻKI

·   prolog
teraz

Stalowa klatka
  Zamknięcie pięknego, stworzonego do życia na wolności zwierzęcia w klatce, jakby było jedynie nierozumną bestią, to prawdziwe okrucieństwo. Ludzie często to robią. Nawet samym sobie, choć kraty, za którymi żyją, nie są ze stali. Ich klatką jest społeczeństwo.
  Tygrys bengalski ma złote futro w czarne pręgi i jest największym przedstawicielem kotów. Na tabliczce umieszczono napis Panthera tigris tigris, ta dziwna nazwa oznacza po prostu tygrysa. Ja nazywam ją Torą, to moje ulubione zwierze w tym zoo.
  Kiedy zbliżam się do klatki, Tora podchodzi bliżej. Umysł zwierząt różni się od umysłu ludzi, ale ja spędziłam z Torą już tyle czasu, że zdążyłyśmy się bardzo dobrze poznać. Nieczęsto udaje się przełożyć myśli zwierząt na ludzki język, ale my z Torą się rozumiemy.
  Takich pięknych zwierząt nie powinno się więzić w klatce.

·   rozdział I
teraz

  Opuszczając zamknięte od kilku godzin zoo, przybieram postać jastrzębia. Strażnik zasnął jak większość ludzi, kiedy spojrzą mi w oczy. Nie ma już żadnych świadków, więc poruszam się swobodnie.
 Dzięki mocy mojego umysłu mogłabym w ułamku sekundy wrócić do domu, ale uwielbiam uczucie towarzyszące lataniu. Ptaki to zwierzęta korzystające z największej wolności. Kiedy szybują w powietrzu, prawie nic nie jest w stanie ich powstrzymać.
  Zatrzymuję się tylko raz, żeby się posilić. Do domu w Massachusetts docieram tuż przed nastaniem świtu.
  Powracając do ludzkiej postaci, kątem oka dostrzegam w lustrze w sypialni własne zamglone odbicie. Moje długie włosy mają kolor starego złota. Po śmierci moje oczy stały się zupełnie czarne, tak jak u nas wszystkich. Skóra ma odcień lodowatej bieli, w lustrze wyglądam, jakbym składała się z mgły. Dziś mam na sobie czarne dżinsy i czarny podkoszulek. Nie zawsze ubieram się na czarno, ale w tej chwili właśnie ten kolor pasuje do mojego nastroju.
 Nie przepadam za tymi nowymi, budowanymi naprędce miastami, które ludzie tak ochoczo wznoszą, dlatego mieszkam w Concord, w stanie Massachusetts. To miasto z historią. Concord ma wyjątkową atmosferę, jakby mieszkańcy próbowali obwieścić całemu światu: to nasza ziemia, jesteśmy gotowi o nią walczyć. Ludzie żyją tu jak za dawnych czasów, choć oczywiście samochody już dawno temu zastąpiły konne powozy.
 Mieszkam sama w jednym z tych starych zabytkowych domów. Przez lata bywałam jedyną córką i spadkobierczynią różnych bogatych starszych małżeństw. Właśnie tak „odziedziczyłam” dom.
 Nie mam żadnych żyjących krewnych, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. W razie problemów wpływam na ludzkie myśli i dokonuję drobnych zmian w dokumentach. Kiedy śmiertelnicy stają się zbyt dociekliwi, po prostu się przeprowadzam. Bez względu na to, jak długo mieszkam w jednym miejscu, nigdy nie zawieram ziemskich przyjaźni, dlatego moja obecność czy zniknięcie zazwyczaj  pozostają niezauważone.
  Mój dom stoi w samym środku Concord. Z okien frontowych widać budynek kościoła unitarian, a tyłu zaś znajduje się cmentarz. Nie przeszkadza mi takie sąsiedztwo. Oczywiście od czasu do czasu pojawiają się duchy, ale nie są groźne. Trochę pohałasują, postraszą i znikają. Są tak blade, że nie widać ich w dzień.
  W moim domu nie ma trumien. Tak, ja sypiam w łóżku. W oknach powiesiłam grube zasłony, ale to dlatego, że lubię spać w ciągu dnia. Światło słoneczne nie zamienia mnie w popiół, przy ładnej pogodzie, w południe czasami bolą mnie oczy.
  Mity na temat wampirów są tak sprzeczne, że od razu można się domyślić, które z nich wymyślili śmiertelnicy. Niektóre jednak kryją ziarnko prawdy. Moje odbicie w lustrze jest niewyraźne, starsi z nas w ogóle nie mają odbicia. Co do pozostałych legend, zawierają odrobinę prawdy i bardzo dużo kłamstw.
  Nie przepadam za zapachem czosnku, ale gdyby wasz węch był dwadzieścia razy czulszy niż u charta, też nie bylibyście wielbicielami czosnku. Nie mam nic przeciwko święconej wodzie czy krzyżom. Po śmierci kilka razy uczestniczyłam w chrześcijańskiej mszy, ale od dawna nie szukam już pocieszenia w religii. Na palcu noszę srebrny pierścionek z kamieniem, srebro mnie nie parzy. Na wszelki wypadek nie zadaję się z ludźmi i nie bawię się kołkami.
  Wspominałam już o naszych zwyczajach, więc może teraz opowiem trochę o sobie. Urodziłam się jako Rachel Weatere w roku 1684, ponad trzysta lat temu.
  Ten, kto mnie przemienił, nadał mi imię Risika i tak już zostało. Nigdy nie pytałam, co znaczy to imię. Nadal go używam, choć Risiką stałam się wbrew własnej woli.
  W myślach często powracam, do tamtych czasów, kiedy żyła Rachel, a Risika jeszcze się nie narodziła.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam :)
Będzie mi miło, gdy odwiedzając tę stronę, zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.
Pozdrawiam,
Crystal