GRY

wtorek, 19 marca 2013

Zamordowana piramida - Christian Jacq


tytuł:                            Zamordowana piramida
autor:                           Christian Jacq
posiadam skąd:            pożyczona od brata G. K.
posiadam od:                -
przeczytana:                
tytuł oryginału:             „La Pyramide Assassinee
data wydania: pierw.:   1993
                     polsk.:   1998/2000
wydawnictwo:              Libros
tłumaczenie:                Zygmunt Burakowski
liczba stron:                 352
ISBN:                          83-7227-513-0
kategoria:                    historyczna
moja ocena:                 7/10
seria:                           Egipski sędzia t.1/3



OPIS

  Bohaterem „Zamordowanej piramidy”, jest młody sędzia Pazer, człowiek o niezachwialnych zasadach moralnych. W jego jurysdykcji znajduje się także Sfinks w Gizie. Pazer rozpoczyna śledztwo w sprawie włamania do Wielkiej Piramidy, zabójstwa strażników i kradzieży bezcennych świętości z komory grobowej. Pomaga mu jego przyjaciel Suti, zawodowy żołnierz. Gdy giną kolejne osoby zamieszane w sprawę, sędzia dochodzi do wniosku, że za wydarzeniami kryje się polityczny spisek przeciwko władcy, faraonowi Ramzesowi II. Tymczasem spiskowcy doprowadzają do oskarżenia Pazera o morderstwo, a następnie jego zaginięcia…

FRAGMENTY

·   ~ Nauki mędrca Ipuwera
  „Spójrzcie, jak spełniły się przepowiednie przodków; wszędzie dotarła zbrodnia, przemoc owładnęła serca, nieszczęście idzie przez kraj, leje się krew, bogaci się złodziej, zagasł uśmiech, sekrety wyszły na światło dzienne, drzewa wykarczowano z korzeniami, wdarto się do piramidy, świat upadł tak nisko, że garstka obłąkańców opanowała królestwo, a sędziów przepędzano.
  Pamiętaj jednak o poszanowaniu Reguły, o uczciwym życiu dzień po dniu, o szczęśliwych czasach, kiedy to ludzie wznosili piramidy i z pieczołowitością uprawiali dla bogów ogrody warzywne, o tych błogosławionych czasach, kiedy każdemu do szczęścia wystarczyła zwykła mata.”
·   „… miłość to taki potok, który znosi wszelkie tamy i zalewa istotę ludzką bez reszty.”

MOJA OPINIA


ZACZERPNIĘTE Z KSIĄŻKI – Zamordowana piramida

      ·         prolog

  Bezksiężycowa noc spowijała Wielką Piramidę płaszczem ciemności. Lis pustynny przemykał się ukradkiem przez cmentarz wielmożów, którzy w zaświatach nadal składali hołdy faraonowi. Na świętych murach potężnej budowli, gdzie wchodził – i tylko raz w roku – jedynie Ramzes Wielki, by złożyć hołd Cheopsowi, swemu wielkiemu poprzednikowi, czuwały straże. Chodziły słuchy, że mumia ojca najwyższej piramidy była zamknięta w złotym sarkofagu, pokrytym w dodatku niewyobrażalnymi wprost kosztownościami. Któż jednak ośmieliłby się porwać na tak dobrze strzeżony skarbiec? Tylko panujący aktualnie władca miał prawo przekroczyć kamienny próg i tylko on nie pobłądziłby w labiryncie zakamarków ogromnego gmachu. Pełniący wartę doborowi żołnierze bez ostrzeżenia szyli z łuków – każdy śmiałek, każdy ciekawski padłby pod gradem strzał.
  Panowanie Ramzesa było pomyślane. Egipt, bogaty i spokojny, roztaczał blask na cały świat. Faraon jawił się jako wysłannik światła, dworzanie służyli mi z szacunkiem, lud wielbił jego imię.
  Pięciu spiskowców wyszło z chaty robotników, gdzie ukrywali się w ciągu dnia. Plan omówili już setki razy, żeby niczego nie pozostawić przypadkowi. Jeśli się im powiedzie, to wcześniej czy później zostaną panami kraju i wycisną na nim swoje piętno.
  Ubrani w tuniki ze zgrzebnego lnu, przeszli doliną Gizy, co rusz zerkając gorączkowo na Wielką Piramidę.
  Atakowanie jej strażników byłoby szaleństwem – już wcześniej byli tacy, co marzyli o zawładnięciu skarbem, ale nikomu się to nie udało.
  Przed miesiącem oskrobano wielkiego Sfinksa ze skorupy piasku nawianego przez niezliczone burze. Wznoszący oczy ku niebu olbrzym był dość słabo strzeżony. Jego nazwa: „żyjący Posąg” i groza, jaką przejmował, skutecznie odstraszały profanów. Sfinks, faraon w ciele lwa, wykuty przed wiekami w wapiennej skale, rozkazywał słońcu wschodzić i znał tajemnice wszechświata. Honorową straż pełniło przy nim pięciu weteranów. Dwaj siedzieli oparci plecami o zewnętrzną ścianę otaczającą posąg muru i spali jak zabici. Ci nic nie zobaczą i niczego nie usłyszą.
  Najszczuplejszy ze spiskowców wspiął się na mur. Szybko i bezgłośnie udusił żołnierza śpiącego przy prawym boku kamiennego olbrzyma, potem uporał się z jego kolegą, pełniącym straż koło lewego barku.
  Podeszli pozostali spiskowcy. Pozbycie się trzeciego weterana mogło nie pójść tak łatwo. Był to dowódca straży, stał między przednimi łapami Sfinksa obok steli Totmesa IV wzniesionej dla upamiętnienia faktu, że ten faraon Sfinksowi właśnie zawdzięczał panowanie. Uzbrojony w dzidę i sztylet weteran mógł się bronić.
  Jedna osoba spośród spiskowców zdjęła tunikę.
  Naga, zbliżyła się do strażnika.
  Ten z osłupieniem wlepił oczy w zjawę. Kobieta. Czyżby była jednym z demonów nocy, co to krążą wokół piramid, żeby wykradać dusze? Podchodziła z uśmiechem. Oszołomiony weteran wstał i zamachnął się dzidą; zjawa stanęła.
  - Idź precz, duchu, zgiń, przepadnij!
  - Przecież nie zrobię ci nic złego. Pozwól tylko, niech cię trochę popieszczę.
  Dowódca straży nie spuszczał wzroku  z bielejącego w ciemnościach nagiego ciała. Jak zahipnotyzowany postąpił krok do przodu.
  Gdy sznur owinął mu się wokół szyi, wypuścił z rąk dzidę, osunął się na kolana i daremnie próbując krzyczeć, runął na ziemię.
  - Droga wolna.
  - Potrzebuję lampy.
  Stojący obok steli spiskowcy po raz ostatni powtórzyli sobie plan akcji i choć strach ich paraliżował, przystąpili do dalszych działań. Odsunęli stelę, starannie obejrzeli zapieczętowaną krużę oznaczającą miejsce zejścia do piekieł, wrota do wnętrza ziemi.
  - To wcale nie była legenda!
  - Zobaczymy, czy jest jakieś dojście.
  Pod krużą leżała płyta z pierścieniem. Czterej mężczyźni ledwie ją dźwignęli.
  Wąski i niski korytarz ostro opadał w głąb ziemi.
  - Szybko, lampy!
  Napełnili dolerytowe miseczki tłustym i łatwo palnym olejem skalnym. Faraon zabraniał stosowania tego płynu i handlowania nim, gdyż powstający przy spalaniu czarny dym był przyczyną chorób wśród robotników pracujących przy zdobieniu świątyń i grobowców, poza tym brudził sklepienia i ściany. Mędrcy głosili, że ten płyn, zwany przez barbarzyńców naftą, jest substancją szkodliwą i niebezpieczną, pełną miazmatów złośliwą wydzieliną skalną. Spiskowcy nie zważali na to.
  Zgięci we dwoje, co chwila uderzając głowami o wapienny strop, przeciskali się ciasnym korytarzem ku podziemnej części Wielkiej Piramidy. Milczeli. Wszyscy pamiętali z złowróżbnych podaniach, według których duch przetrąci kark każdemu, kto ośmieli się naruszyć grobowiec Cheopsa. I skąd wiadomo, czy ten podziemny korytarz nie oddala ich od celu? Istniały przecież fałszywe plany, rozpowszechniany z myślą o zgubie ewentualnych złodziei. Czy ten, który mają w rękach, jest dobry?
  Natknęli się na kamienną ścianę i zaatakowali ją dłutem – na szczęście niebyt ciężkie bloki obracały się wokół własnej osi. Wśliznęli się do wnętrza rozległej komory, wysokiej na trzy i pół metra, długiej na czternaście i szerokiej na osiem. Zamiast posadzki była tu ubita ziemia, a w górze widać było wejście do szybu.
  - Dolna komora… Jesteśmy w Wielkiej Piramidzie!
  Zapomniany od wielu pokoleń korytarz prowadził do Sfinksa prosto w głąb gigantycznej budowli Cheopsa, do pierwszej komory, położonej trzydzieści metrów poniżej powierzchni ziemi. Tu, w tej niby macicy, łonie Matki-Ziemi odprawiano niegdyś pierwsze obrzędy odrodzenia.
  Teraz należało pokonać szyb, który wiódł do wnętrza kamiennej masy i wychodził na korytarz położony za trzema granitowymi płytami.
  Najdrobniejszy z piątki zaczął się wspinać. Rozpierając się nogami, rękoma czepiał się nierówności skalnych, a gdy wreszcie dotarł do wylotu, zrzucił sznur, którym był owinięty. Jeden ze spiskowców prawie zemdlał z niedostatku powietrza. Towarzysze wciągnęli go do Wielkiej Galerii i tam doszedł do siebie.
  Majestat tego miejsca olśnił ich. Jakiż to budowniczy okazał się tak szalony, że zbudował pochylnię ciągnącą się przez siedem warstw kamienia? Wielka Galeria, długa na czterdzieści siedem metrów, a wysoka na osiem i pół, dzieło unikalne ze względu na rozmiary, i na położenie we wnętrzu piramidy, stanowiła wyzwanie dla wieków. Budowniczowie Ramzesa twierdzili, że równie wspaniałego dzieła nie zbuduje już żaden architekt.
  Jeden ze spiskowców zląkł się i chciał zawracać. Przywódca wyprawy potężnymi szturchańcami w plecy zmusił go do dalszego marszu. Cofnąć się tak blisko celu byłoby głupotą, teraz mogli już sobie winszować, że ich plan okazał się dobry. Istniała jedna tylko niepewność – kamienne płyty między szczytową ścianą Wielkiej Galerii a wejściem do przedsionka wiodącego do komory króla mogły być opuszczone. Tej przeszkody nie zdołaliby już pokonać i musieliby zawracać z niczym.
  - Przejście wolne.
  Rowki, w które wsuwano olbrzymie płyty, były puste. Nisko pochylając się, weszli całą piątką do komory króla. Jej strop zbudowany był z dziewięciu granitowych płyt ważących łącznie ponad czterysta ton. W tej wysokiej na blisko sześć metrów sali mieściło się serce monarchii – sarkofag faraona. Spoczywał na posadzce ze srebra, co zapewniało temu miejscu czystość.
  Zawahali się.
  Dotychczas postępowali jak odkrywcy poszukujący nieznanego kraju. Oczywiście, popełnili trzy przestępstwa, za które będą musieli odpowiedzieć przed trybunałem zaświatów. Czyż jednak planując obalenie tyrana, nie działali dla dobra kraju i ludu? Jeśli otworzą sarkofag i zrabują kosztowności, naruszą wieczność nie ludzkiej mumii, ale samego boga w jego świetlistym ciele. Przetną ostatnią więź z tysiącletnią tradycją, aby wyłonił się z tego świata, na który Ramzes nigdy przecież nie wyrazi zgody.
  Ogarnęła ich chęć ucieczki, choć doświadczali uczucia błogości. Powietrze dochodziło to przez dwa szyby wentylacyjne wycięte po północnej i południowej stronie piramidy. Z posadzki emanowała energia i napełniała ich jakąś tajemniczą siłą.
  Faraon wchłaniał w siebie tę moc zrodzoną z kamienia i z kształtu budowli i w ten właśnie sposób się odradzał.
  - Czas nagli!.
  - Chodźmy już.
  - Nie ma co gadać.
  Dwóch podeszło do sarkofagu, potem trzeci, wreszcie ostatni dwaj. Wspólnie unieśli wieko  i złożyli je na posadzce.
  Pokryta złotem, srebrem i lapis-lazuli świetlista mumia wyglądała tak dostojnie, że rabusie nie mogli wytrzymać jej spojrzenia. Przywódca gwałtownym ruchem zdarł z mumii złotą maskę, podwładni zerwali naszyjnik i położonego na miejscy serca skarabeusza; zabrali amulety z lapis-lazuli, ciesielską siekierą z niebiańskiego żelaza i stolarskie dłuto, którym na tamtym świecie otwierano zmarłemu usta i oczy. Wspaniałości te wydawały im się prawie niczym w porównaniu ze złotym łokciem symbolizującym odwieczne prawo, którego faraon był jedynym gwarantem, zwłaszcza zaś w zestawieniu z niewielkim puzderkiem w kształcie jaskółczego ogona.
  Zawierał on testament bogów.
  Na mocy tego tekstu faraon obejmował Egipt w dziedziczne władanie i był zobowiązany dbać o szczęśliwość i pomyślność kraju. Obchodząc swój jubileusz, będzie musiał okazać dokument dworzanom i ludowi na dowód legalności swej władzy. Jeśli tego nie dopełni, wcześniej czy później zmuszony zostanie do abdykacji.
  Wkrótce na kraj zwalą się nieszczęścia i klęski. Naruszając świętość piramidy, spiskowcy rozregulowali główne centrum energii i zakłócili emisję Ka – niematerialnej siły, ożywiającej wszelką formę życia.
  Zrabowali skrzynkę ze sztabkami niebiańskiego żelaza – metalu rzadkiego i cennego jak złoto. Posłuży im do zwieńczenia ich machinacji.
  Stopniowo nieprawość rozejdzie się na wszystkie prowincje, a fala szemrania przeciwko faraonowi wzbierze jak niszczycielska podróż.
  Teraz spiskowcom pozostawało już tylko  wyjść z Wielkiej Piramidy, ukryć zdobycz i zarzucać sieci.
  Zanim się rozeszli, złożyli przysięgę, że ktokolwiek tanie im na Dorze, zostanie usunięty. Zdobycie władzy ma swoją cenę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam :)
Będzie mi miło, gdy odwiedzając tę stronę, zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.
Pozdrawiam,
Crystal