Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd.: MAG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd.: MAG. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2015

W pół drogi do grobu

tytuł:                           W pół drogi do grobu
autor:                          Jeaniene Frost
przeczytana:                6 sierpnia 2015
tytuł oryginału:            "Halfway to the Grave"
data wydania: pierw.:  2007
                      polsk.:  2011
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Anna Reszka
liczba stron:                448
ISBN:                         978-83-7480-219-2
kategoria:                   fantastyka, romans paranormalny
moja ocena:                7/10
seria:                          Nocna Łowczyni tom 1/3







OPIS
  Dokonując zemsty, półwampirzyca Catherine Crawfield poluje na nieumarłych i ich zabija. Ma nadzieję, że odnajdzie wśród wampirów swojego ojca, odpowiedzialnego za zniszczenie życia jej matce. Schwytana przez Bonesa, łowcę nagród polującego na wampiry, zostaje zmuszona do współpracy. W zamian za odnalezienie ojca Cat zgadza się trenować z seksownym nocnym łowcą, aż dorówna mu umiejętnościami walki. Jest zdziwiona, że nie kończy jako jego przekąska. Czyżby rzeczywiście istniały dobre wampiry? Wkrótce Bones przekona ją, że bycie mieszańcem nie jest wcale takie złe. Zanim jednak Cat zdąży się nacieszyć nowo zdobytym statusem pogromczyni demonów, oboje będą ścigani przez grupę zabójców. Cat musi opowiedzieć się po jednej ze stron... A Bones okaże się dla niej równie kuszący jak żywy mężczyzna.


MOJA OPINIA
  Jeniene Frost zrobiła mi ochotę na tę książkę, nie pomnę lata temu. Okładka, opis oraz pomysł przemawiały za, jedynie okazji do kupna było mało. O tym, że książka jest teraz moją własnością, świadczy jedynie przypadek, ponieważ tyle pozycji na mnie czeka, że o wielu już zapomniałam. Pomijając jednak fakt posiadania, pragnę powiedzieć kilka słów o odczuciach jakie towarzyszyły mi w trakcie czytania i po przeczytaniu. Moje emocje przed przeczytaniem raczej zna większość czytelników, którzy napalili się na jakąś pozycję i w końcu ją mają.

  Otóż akcja zaczęła się niezmiernie ciekawie, czyli od morderstwa wampira. Wykonawczynią była oczywiście Cat, półwampirzyca, której istnienie zawdzięcza zachłannemu wampirowi. Jej życiowym celem jest zgładzenie wszystkich długozębnych, krwiolubnych istot, które mają nieprzyjemność się na nią natknąć, pałętając się w nocnym barze. Zaczęła zabijać będąc nastolatką i zdobyła już nieco wprawy w swoim fachu, jednak natknęła się na kogoś, kto wprawy miał dużo więcej niż ona. Na Bonesa, wampira mordującego wampiry. I choć była przygotowana, że w każdej chwili z myśliwej może stać się zwierzyną, i tak było dla niej zaskoczeniem, że sobie nie poradziła. Porwana, odrobinę pobita oraz związana, pertraktując z niedoszłą ofiarą, stara się przetrwać, jednak za bardzo się nie starając. Wyzywa go na pojedynek, prowokując oraz poddając w niepewność jego odwagę, szlachetność oraz uczciwość. Nie trudno wyobrazić sobie kto przegrał. (Cat). Ceną za przegraną był układ. Trening oraz pomoc w schwytaniu wampira, w zamian za odnalezienie ojca Cat. Chcąc nie chcąc pakt z diabłem musiał zostać zrealizowany. Ucieczki nie było, ani fizycznej, ani mentalnej, ani uczuciowej.

  Rozpoczynając książkę, czułam spokój przed nadchodzącą lekturą. Dobrą lekturą. O wyzywającym temacie oraz ciekawej akcji. I tak z każdą stroną traciłam ten spokój, zamieniając go w lekkie rozczarowanie. Spodziewałam się krwistych stron o niezmiennej zemście. Sądziłam, że przeczytam o planach akcji, przemyślanych i dopracowanych bijatykach, o satysfakcji, gdy wbijając nóż w serce umarłego, przez rękę przechodzą drgania zwycięstwa, a widok tlących się zwłok przyprawia o ekstazę i zawrót głowy. Chciałam pochłaniać książkę o duszy wojowniczki, której zaszczepione zło, towarzyszyć będzie na jej ramieniu każdego morderczego dnia, w każdej godzinie, minucie i sekundzie. Pragnęłam zemsty i zatracenia się w czynach niczym szaleniec, opętany jedną myślą, bezgranicznie dążący do samozaspokojenia i zagłady. Pragnęłam czytać tak, aby to moja ręka dźwigała ten nóż, kreśląc nim krwawe ślady w teraźniejszości. Tak, pragnęłam tego...

  Otrzymałam za to skromną historię o półwampirzycy, której przesłaniem, wpojonym przez zranioną matkę, było mordowanie wampirów. Decyzje, które powinny pozostać nieruchome jak głaz, niezmienne, przerodziły się wraz z poznaniem Bones'a w wahania, a później w zastanowienia. Skoro pragnie się zemsty, powinno się jej dokonywać konsekwentnie, bez niepotrzebnego zakochiwania się w uczuciowym i niezwykle przystojnym jegomościu. Dorzucę do tego fakt gwałtu oraz aplikowanie kobietom w barze tabletki gwałtu, wykorzystywanie Cat jako chodzącej przynęty na wampira oraz motyw mordowania wampira przez wampira. To wszystko mi nie pasuje jako układanka. Czegoś jest za dużo, dużo jest przeinaczone, a więcej niż dużo jest napisane dla młodzieży. Skoro już pokuszamy się o sceny łóżkowe z dokładnym ich opisem, to i język oraz wydarzenia należy do nich dopasować. Takie jest moje skromne zdanie.

  Nie oceniam książki źle, ponieważ nie była najgorszą jaką w życiu przeczytałam o wampirach, ale na pewno nigdy nie będzie faworytą. Jest typową książką dla młodzieży, choć przemieniła się w więcej niż jeden pocałunek. Jak dla mnie nie jest wyważona, jednak oceniam ją z punktu widzenia osoby, której wiek młodzieżowy dobiegł raczej końca. Czy polecam? Raczej tak. Zaznaczam tu jednak, że jestem rozczarowana i nie mogę zagwarantować, że ktoś po jej przeczytaniu również rozczarowany nie będzie. Jako młodzieżówka jest dobra, z kilkoma mankamentami. Jako książka dla dorosłych, słaba.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    
  

czwartek, 4 czerwca 2015

Dziedzictwo tom II

tytuł:                          Dziedzictwo tom II
autor:                         Christopher Paolini
przeczytana:               31 maja 2015
tytuł oryginału:            "Inheritance. Inheritance, Book Four"
data wydania: pierw.:  2011
                      polsk.:  2014, Wydanie IV
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Paulina Braiter
liczba stron:               432
ISBN:                        978-83-7480-506-3
kategoria:                   fantastyka
moja ocena:               7/10
seria:                          Dziedzictwo tom 5/5


OPIS
  "Nowy numer jeden wśród literatury dziecięcej".
~U.S. News & World Report

  "Raz jeszcze wszystkie elementy fantastyczne układają się w zgrabną całość, a postaci dorastają, rozwijają się i pogłębiają".
~Booklist

  "Czytelników, wypatrujących niecierpliwie następnego tomu sagi, z pewnością zachwyci ta barwna, dojrzała opowieść".
~Philadelphia Inquirer

  "Jedna z najwspanialszych opowieści".
~The Observer (UK)


MOJA OPINIA
  Christpher Paolini rozpoczął swoją pisarską krucjatę w wieku 16 lat. Pierwszym i niewątpliwie znanym jego dziełem, jest Eragon. Wydany w 2002 roku przyniósł autorowi sławę i miano bestsellerowego pisarza. O jego stylu zdania są podzielone niczym warstwy w cebuli. Jedni twierdzą, że jest objawieniem, że świat wykreowany jest niezwykle plastyczny i głęboki, że styl pisania, choć antyczny, nie jest trudny i dlatego przyjemny w odbiorze. Są jednak tacy, którzy w całym tym worku chwał upolowali negatywy. Według nich postacie w książce są płaskie niczym papier i tak samo wyblakłe, czyniąc całą opowieść zwykłą historią. Oto jak ja to widzę.

  Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy porwana Nasuada odzyskuje przytomność i uświadamia sobie, że jest przywiązana do marmurowego łoża. Przetrzymywana z woli Galbatorixa, torturowana i kuszona, próbuje nie stracić zmysłów z bólu i dezorientacji. Następnie akcja przenosi się do osoby Eragona. Wyrusza on do Vroengardu - dawnej smoczej siedziby, aby przepowiednia od Angeli i Solembuma się dokonała. Zastaje tam tylko ruiny, jednak wraz z dłuższym pobytem odkrywa, że magia, która tam pozostała stworzyła dziwne istoty, które nie powinny w ogóle istnieć. Kolejnym bohaterem z punktu którego opowieść się rozwija, to Roran - brat przyrodni Eragona. Jako zwykły człowiek, niewładający magią, a jedynie młotem, martwi się o swą żonę, Katrinę i małą córeczkę, Ismirę. Jeśli zginie w starciu z Galbatorixem, pragnie dla nich bezpieczeństwa, co się jednak stanie, gdy gniew Shurikana zostanie skierowany na niewalczące kobiety i dzieci?

  Akcja gna, to prawda. Właściwie dzieje się to tak szybko, że niektórych rzeczy nie rozumiałam, ponieważ zostały niewytłumaczone. To tak jakby autor chciał naprędce ukończyć książkę, aby mieć ją z głowy. Pomysł z rozdzieleniem jednego tomu na dwa, to doprawdy porażka. I wszyscy to wiedzą. Czytałam, że było to odgórnie narzucone wraz z prawami autorskimi. Jaka jest prawda - nie wiem. Wiem jednak, że efekt końcowy nie nadał serii większej wagi czy zalet. Właśnie przez oczekiwanie na kolejne wydarzenia z nowego tomu, traci się ważne szczegóły. Z reguły książkę kończy takie zdarzenie, które rozwikła się w tomie następnym, jednak jest ono wystarczająco rozwinięte, aby stanowić spójną całość, nieprzerwaną w połowie. Zdziwił mnie również fakt,  że książka nie posiadała streszczonych wcześniejszych tomów, ponieważ w Najstarszym, Brisingrze i Dzidzictwie tom I, streszczenia takie się znalazły, co było dużym plusem.

  Ponarzekałam, teraz podam trochę zalet. Niewątpliwą zaletą całej książki jest pomysłowość. Autor nie omijał fragmentów walk, a opisywał je zgrabnie ze szczegółami. Jest to dla mnie zaletą, często bowiem zdarzają się w książkach zminimalizowane opisy, bez emocji i wyobraźni. Czymś, czego mi brakowało, to prawdziwe imiona, które do końca pozostały niewiadome. Autor nie podał ich w pradawnej mowie, opisał jednak co symbolizują. Dla mnie to było odrobinę za mało (dlatego stwierdzam, że autorowi się śpieszyło), nie wnikało to jednak znacząco na akcję, czy na pozytywny odbiór.

  "Roran z rykiem runął na pierwszy szereg. Wokół niego bryzgała krew, gdy wymachiwał młotem. Czuł, jak pod jego ciosami pęka metal i kość. Stłoczeni żołnierze byli bezradni. Zabił czterech, nim jeden zdążył wymierzyć mu pchnięcie mieczem, które Roran zablokował tarczą.
  Na końcu ulicy, Nar Garzhvog jednym ciosem pałki powalił sześciu mężów. Żołnierze zaczęli podnosić się na nogi, nie zważając na obrażenia, które trwale by ich unieszkodliwiły, gdyby czuli ból, i Garzhvog uderzył ponownie, miażdżąc ich.
  Roran był świadom tylko obecności ludzi przed sobą, ciężaru młota w dłoni i śliskich od krwi kamieni pod stopami. Łamał i walił, uskakiwał i pchał, warczał, krzyczał, i zabijał, zabijał, zabijał - aż w końcu, ku swemu zdumieniu, zamachnął się młotem i natrafił tylko na pustkę. Jego broń odbiła się od ziemi, krzesząc iskry z bruku, i wzdłuż ręki przebiegła błyskawica bólu."

  W książce, oprócz nieprzerwanie lejącej się krwi, bywają i momenty, które nadają narracji lekkości. Jest to humor, odpowiedni, by nie stać się kiczem. Humor odrobinę czarny, wystarczający jednak aby oddać ludzki charakter, który jest niestabilny.

  "Przyjrzawszy się im w akcji, Roran uznał, że każdy z elfów jest wart co najmniej pięciu ludzi, i to nie licząc ich zdolności posługiwania się magią. Co do uragli, starał się jedynie schodzić im z drogi, zwłaszcza Kullom. Wydawało się, że w podnieceniu nie rozróżniają przyjaciół od wrogów, a Kulle były tak wielkie, że z łatwością mogły zabić nawet niechcący. Widział, jak jeden z nich zmiażdżył żołnieża pomiędzy swym udem i ścianą budynku i nawet tego nie zauważył. Innym razem Kull obciął przeciwnikowi głowę niechcący, unosząc tarczę, gdy się obracał."

  Moje ogólne wrażenia są pozytywne, jednak spodziewałam się czegoś więcej. Gdy zapytacie mnie czego, nie odpowiem, ponieważ nie wiem. W tomach poprzednich była taka świeżość i element głębi, który pochłaniał mnie, gdy czytałam. W tym tomie tego nie znalazłam, choć akcja toczyła się dość szybko. Nie odniosłam wrażenia, że bohaterowie są bezbarwni. Mieli swój urok, choć niewątpliwie stwierdzam to poprzez pryzmat wszystkich tomów. Mogłabym książkę polecić z lekkim sercem, lecz wiem, że należałoby zacząć od tomu pierwszego. Mogę dodać tylko tyle jeszcze, że nie była ona czasem straconym i przyjemnie mi się ją czytało - jako zakończenie serii. Najbardziej ze wszystkiego podobał mi się sposób w jaki autor zakończył serię. Dał taką cichą nadzieję, że może być ona kontynuowana. Jak będzie, się okaże.

FRAGMENTY
·         s.23 "...albowiem to właśnie wybujała wyobraźnia zmienia ludzi w tchórzy, nie zaś nadmiar strachu, jak się powszechnie uważa."

·    s.125 "Łatwo jest zachować spokój, kiedy nie ma się żadnych trosk. Prawdziwą próbą naszej samokontroli jest zachowanie spokoju w trudnej sytuacji."


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    

czwartek, 28 maja 2015

Dotyk Martwych

tytuł:                           Dotyk Martwych
autor:                          Charlaine Harris
przeczytana:               15 maja 2015
tytuł oryginału:            "A Touch of Dead"
data wydania: pierw.:  2009
                      polsk.:  2011
wydawnictwo:            MAG, Nowa Proza
tłumaczenie:               Małgorzata Strzelec, Wojciech Szypuła
liczba stron:                193
ISBN:                        978-83-7534-053-2
kategoria:                   romans paranormalny, lit. młodzieżowa
moja ocena:                7/10
seria:                          Sookie Stackhouse

ZAWARTOŚĆ ZBIORU
"Wróżkowy pył"
"Noc Draculi"
"Krótka odpowiedź"
"Fart"
"Prezent"


OPIS
  Charlaine Harris na nowo definiuje i ożywia świat istot nadnaturalnych - w cyklu bestsellerowych powieści o wampirach z Południa, których główną bohaterką jest kelnerka-telepatka Sookie Stackhouse. A oto wszystkie opowiadania o Sookie, pierwszy raz zebrane w jednym tomie.

  We "Wróżkowym pyle" telepatyczny talent Sookie przydaje się do odkrycia tajemnicy morderstwa jednej z wróżek-trojaczków.
  "Noc Draculi" ma być wprawdzie upamiętnieniem narodzin Księcia Ciemności, ale to Sookie dostaje z tej okazji smakowicie wyglądający prezent.
  Wiadomość o śmierci kuzynki jest dla Sookie wstrząsająca, a wieść o tym, że kuzynka była wampirzycą i zginęła przebita kołkiem, dosłownie odbiera jej mowę - w "Krótkiej odpowiedzi".
  Kiedy Sookie sprzymierza się z zaprzyjaźnioną wiedźmą, Amelią, żeby odkryć, komu zalazł za skórę najlepszy agent ubezpieczeniowy w Bon Temps, obie mają "Fart".
  W "Prezencie" Sookie zmaga się w samotności ze świąteczną chandrą - ale tylko do momentu niespodziewanego spotkania z kimś, kto ma o wiele większe problemy niż samotność.

  Sookie - obdarzona urokiem mieszkanki amerykańskiego Południa i zmagająca się z tysiącem głosów w głowie - szybko staje się ulubienicą wszystkich gości baru i katalizatorem nadprzyrodzonych wydarzeń w świecie, który jest dziwny i niesamowity, a zarazem prawdopodobny.

MOJA OPINIA
  Charlaine Harris, którą wielu uznaje za bestsellerową pisarkę, nie skradła mojego serca. Nie rozbudziła mojej wyobraźni, a jedynie ciekawość, ponieważ sam plan jej powieści był dobry; padło wykonanie. Co mogę powiedzieć o niej więcej? Właściwie tylko tyle, że niezmiernie dziwi mnie fakt popularności jej książek oraz serialu na ich podstawie nakręconego.

    Do najgłośniejszych jej publikacji należy właśnie cykl The Southern Vampire Mysteries opowiadający o Sookie Stackhouse - kelnerce-telepatce z Luizjany, na podstawie którego HBO nakręciło serial Czysta Krew (True Blood).

  Dotyk Martwych  to książka zawierająca opowiadania ze świata Sookie, umiejscowione pomiędzy wcześniejszymi tomami. Wydana w Polsce po raz pierwszy w 2011 roku. Cała seria zawiera w sobie 13 książek, z których 12 przetłumaczonych zostało na język polski oraz ostatni tom 13 After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013), który w Polsce nie ujrzał światła dziennego.

  Oczywiście, jak wielu autorów, również i Charlaine Harris posiada profil na fb:
https://www.facebook.com/CharlaineHarris?fref=ts

  Cyklu Sookie Stackhouse opisałam już:
tom 10. "Martwy w rodzinie"
tom 11. "Martwy Wróg"

  Nie będę przybliżała fabuły. Wszystko, co mogłabym Wam opisać, zrobił za mnie wydawca, dlatego też warto przeczytać OPIS książki. I powiem szczerze, że bardzo dziwi mnie fakt, ocenienia tej książki na 7. Tak, wiem że to moja subiektywna ocena i właśnie dlatego nie powinno mnie to dziwić. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie poprzednie tomy, ten jest inny. Widać to po pierwszych 3 zdaniach. Dlaczego? To proste. Ma innych tłumaczy.

  Już wcześniej zastanawiałam się jak to możliwe, że ludzie w Ameryce mogą tak uwielbiać jej książki. Na początku sądziłam, że to może ze mną jest coś nie tak. Później zwróciłam uwagę na tłumacza, który swą bardzo odpowiedzialną rolę przetłumaczenia książki, jako całości tekstu i fabuły, zniżył do przetłumaczenia tylko słów. Rozchodzi mi się tu o to, że Pani Ewa Wojtczak, będąca tłumaczką wcześniej przeczytanych przeze mnie tomów, jest tak kiepska, że zniechęciła wielu ludzi do tych książek, za sprawą swojej nieudolności. Jej słowa, które wydawnictwo wydało są nijakie, niepozwalające się wczuć zarówno w akcję jak i w emocje.

  Tłumacze, którzy zabrali się za "Dotyk Martwych", wykonali świetną robotę. Jest sens słów. 'Och' zminimalizowane do granic możliwości. Są uczucia i w końcu rozsądek. Nawet Sookie wydaje się inteligentniejsza i ambitniejsza. To są kolosalne różnice. I stwierdzam to z bólem, ale 200-stronicowa książka była lepsza od wszystkich innych razem wziętych. W końcu czytałam z przyjemnością i zaciekawieniem, choć opowiadanka były krótkie i właściwie bez morału. Były po prostu dobre, wystarczająco wciągające abym miała o nich pochlebną opinię.

  I tak:
  Kiedy pierwszy raz poproszono mnie, żebym napisała opowiadanie o mojej bohaterce Sookie Stackhouse, nie byłam pewna, czy dam radę. Życie i historia Sookie są tak skomplikowane, że nie wiedziałam, czy zdołam stworzyć spójny krótki tekst, który naprawdę by ją oddał.
  Nadal nie jestem pewna, czy mi się udało, ale dobrze się bawiłam, próbując tego dokonać. Niektóre próby były bardziej udane od innych. Trudno było wpasować opowiadania do całokształtu historii Sookie, nie zostawiając widocznych szwów. Czasem mi się udawało, czasem nie. W tym wydaniu spróbowałam wyszlifować historię, którą najzabawniej mi się pisało, ale która nie chciała wpasować się w swoją chronologiczną niszę niezależnie od tego, jak bardzo próbowałam ją tam upchnąć ("Noc Draculi").
  Opowieści te układają się w życiu Sookie w następującej kolejności: "Wróżkowy pył", "Noc Draculi", "Krótka odpowiedź", "Fart" i "Prezent".
  "Wróżkowy pył" opowiada o wróżkach trojaczkach - Claudzie, Claudine i Dlaudette. Po tym, jak Claudette zostaje zamordowana, Claude i Claudine proszą Sookie o pomoc we wskazaniu winowajcy. Claude sporo zyskuje przy okazji tej historii, której akcja rozgrywa się po wydarzeniach przedstawionych w "Martwym dla świata".
  W "Nocy Draculi" Eric zaprasza  Sookie do "Fangtasii" na obchody urodzin Draculi, coroczne wydarzenie, które sprawia, że Eric niemalże wariuje z podniecenia, ponieważ Dracula jest dla niego wielkim bohaterem. Niestety "Dracula", który pojawia się na przyjęciu, niekoniecznie musi okazać się prawdziwy. Eric świętuje "Noc Draculi" przed akcją powieści "Martwy jak zimny trup".
  Po wydarzeniach powieści  "Martwy jak zimny trup", w opowiadaniu "Krótka odpowiedź" do Sookie dociera wieść o śmierci jej kuzynki Hadley. Sookie zostaje poinformowana o zgonie Hadley przez pana Cataliadesa, prawnika i półdemona, który ma dość obmierzłego kierowcę i nieoczekiwanego pasażera w swojej limuzynie.
  "Fart" to beztroska opowieść osadzona w Bon Temps w czasach po powieści "Wszyscy martwi razem". Wiedźma Amelia Broadway i Sookie postanawiają wyjaśnić, kto uwziął się na agentów ubezpieczeniowych w miasteczku.
  W Wigilię Bożego Narodzenia Sookie przyjmuje nieoczekiwanego gościa w "Prezencie". Jest samotna i trochę się nad sobą użala, kiedy ranny wilkołak obdarowuje ją niezwykle przyjemnym podarkiem. Cieszę się, że przytrafiają jej się takie ciekawe święta, zanim nadejdą ponure wydarzenia przedstawione w "Martwym i nieobecnym".
  Charlaine Harris

  Najbardziej podobało mi się opowiadanie "Prezent". I choć inne były również ciekawe, to najbardziej przykuło moją uwagę. Mogę z czystym sercem powiedzieć, że jest to książka godna polecenia, nawet bez znajomości innych powieści. Jest przyjemna i umila czas. Opowiadania są króciutkie i zabawne. Jest ona miłą niespodzianką po wcześniejszych tomach.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

    

wtorek, 5 maja 2015

Żelazny Anioł

tytuł:                           Żelazny Anioł
autor:                          Alan Campbell
przeczytana:               3 maja 2015
tytuł oryginału:           "Scar Night"
data wydania: pierw.:  2006
                      polsk.:  2009
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:              Anna Reszka
liczba stron:               352
ISBN:                        978-83-7480-120-1
kategoria:                  fantastyka
moja ocena:               7/10
seria:                         Kodeks Deepgate tom 2/3


OPIS
  Łańcuchowe miasto Deepgate legło w gruzach, na Martwych Piaskach jest mnóstwo uciekinierów. Spine, świątynni zabójcy, nie mogą się pogodzić z utratą swojego kościoła i próbują siłą powstrzymać exodus mieszkańców miasta.
  Rachel i młody anioł Dill zostają zawleczeni do świątynnych izb tortur... ale kiedy z otchłani pod miastem wstaje czerwona mgła, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Po śmierci boga Ulcisa brama do Piekła pozostaje niestrzeżona i potężne siły, które rządzą w niezmierzonych ciemnościach pod Deepgate, dostrzegają swoją szansę.
  Tylko synowie bogini Ayen rozumieją nowe niebezpieczeństwo. Cospinol, bóg morza i mgły, przybywa, żeby uratować świątynię swojego brata i dopaść morderców. Jego koszmarny statek spowity mgłą, inna wersja piekła, już dotarł do Sandport.



MOJA OPINIA
  Alan Campbell jest szkockim pisarzem, który zadebiutował "Nocą blizn" - tomem pierwszym Kodeksu Deepgate. Zanim postanowił skierować się na drogę pisarstwa, tworzył gry w tym znane GTA :).
 
  "Żelazny Anioł" jest tomem drugim wyżej wymienionej trylogii, stanowiący bardzo dobre dzieło fantasy. Odnaleźć w nim można elementy wyobraźni autora przekształcone w opisy bitew, intryg, ripost, zwrotów akcji oraz magii. Świat w którym najważniejszą rolę odgrywa śmierć cielesna oraz nieśmiertelne dusze, gdzie dane terytorium przypada jednemu z synów Ayen, kolekcjonerowi dusz. Walka o nie i chęć dominacji, zawziętość i podstępność - przymioty każdego boga. I choć wydawać by się mogło, że układ: żyj póki żyjesz, a później dusza dla boga - to układ właściwy. Nic bardziej mylnego. Dusze nigdy nie są sobie równe. Są gniewne i słabe, ale też potężne i pragnące zemsty.

  Książkę rozpoczynają Fragmenty Kodeksu odnalezione we wraku statku, częściowo nieczytelne, dają tylko szczątkową wiedzę na temat katastrofy tam rozegranej. Jak wielu ludzi poległo w walce z arkonitą - mechanicznym stworzeniem z Piekła. Po śmierci Ulcisa - gdy jedna z bram Piekieł zostaje niestrzeżona, do świata żywych przedostają się dusze i stworzenia piekielne. Bracia Ulcisa - bogowie, zwołują naradę jak przywrócić początkowy ład, nie pozwalając aby Piekielny Labirynt rozrósł się również i w tym świecie.

  Jest jeszcze Rachel i Dill - anioł. Była adeptka Spine próbuje go uchronić przed kościołem i ludźmi ślepo wierzącymi w Ulcisa. Jako dezerterka posiada umiejętności walki oraz koncentracji, które przez pewien czas pozwalają jej się ukrywać. Anioł będący w szoku po zmartwychwstaniu jest raczej kulą u nogi, jest jednak na tyle ważny, aby musiał pozostać wolny.

  Gdybym przybliżyła Wam więcej wydarzeń z książki, opowiedziałabym za wiele, więc na tym poprzestanę. I choć wiem, że częściowo powieliłam opis z tyłu książki, mam nadzieję, że moje słowa oddały właściwy klimat grozy i niepewności książki. Dodam jeszcze tyle, że jest ona napisana językiem trudnym. Czytając ją ma się wrażenie oporu słów, tak jakby sama książka nie chciała aby się ją poznało. To dziwne uczucie. Chce się czytać, ale czasem jest się zmęczonym doborem trudnych wyrazów. Dlatego aby przez nią przebrnąć potrzebowałam czasu.

  Książka nie posiada uczuć. Jest ona biernym opisem wszystkich zdarzeń, bez zbędnego rozdrabniania się kiedy ktoś jest szczęśliwy czy rozgniewany, ponieważ przy dobrym wczytaniu się, wiadomo co kogo ucieszy bądź zasmuci. Trzeba być przebiegłym na każdej stronie, aby nie opuścić żadnej informacji mogącej nam uświadomić, kto po której stronie stoi. Czasem spotkać można wyjątkowo długie opisy, które oczywiście uplastyczniają i pomagają wyobrazić sobie daną sytuację, utrudniają jednak koncentrację.

  To, co przemawia do jaźni czytelnika to zawiłość fabuły oraz brak paradoksów i niedomówień. W książce tej wszystko co podano, jest potrzebne i wartościowe i przede wszystkim nie jest powtarzane w kółko, nudząc. Cały wykreowany świat jest trudny do ogarnięcia i zapamiętania, ponieważ znajduje się w nim wiele czynników, które choć współpracują i żyją na jednej planecie, to mają zupełnie odmienne cechy. Bogowie i dusze. Każdy bóg jest symbolem czegoś innego i ma własną armię, wykształconą wg własnych upodobań. Spine i Hashette to wojownicy, jednak różnią się niemal wszystkim. Aby wszystko wyjaśnić czytelnikowi i nie zniecierpliwić go, potrzeba sprytu i autor sprytnie to wykorzystał.

  Reasumując. Książka jest trudna, jednak wartościowa. Ambitna. Wymagająca skupienia. Wymogi jednak te rekompensuje zawiłą treścią, pełną zasadzek i walk. Pełną magii i nieoczekiwanego. Pełną niezwykłości. Las Trucizn - to coś o czym warto przeczytać.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

    

wtorek, 14 kwietnia 2015

Mechaniczny Książę


tytuł:                           Mechaniczny Książę
autor:                          Cassandra Clare
przeczytana:               12 kwietnia 2015
tytuł oryginału:           "The Clockwork Prince. The Infernal Devices - 
                                  Book Two"
data wydania: pierw.:  2011
                      polsk.:  2012
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Anna Reszka
liczba stron:               496
ISBN:                        978-83-7480-249-9
kategoria:                  fantastyka / lit. młodzieżowa
moja ocena:               9/10
seria:                         Diabelskie Maszyny tom 2/3


OPIS
  W magicznym podziemnym świecie wiktoriańskiego Londynu Tessa znalazła bezpieczne schronienie u Nocnych Łowców. Niestety, bezpieczeństwo okazuje się nietrwałe, kiedy grupa podstępnych członków Clave zaczyna spiskować, żeby odsunąć jej protektorkę Charlotte od kierowania Instytutem.

  Z pomocą przystojnego i autodestrukcyjnego Willa oraz zakochanego w niej Jema Tessa odkrywa, że wojna Mistrza z Nocnymi Łowcami wynika z jego osobistych pobudek. Mistrz obwinia ich o dawną tragedię, która zniszczyła mu życie.

  Z czasem Tessa uświadamia sobie, że jej serce bije coraz mocniej dla Jema, choć nadal dręczy ją tęsknota za Willem, mimo jego mrocznych nastrojów. Czy odnalezienie Mistrza uwolni Willa od sekretów, a Tessie da odpowiedzi na pytania, kim jest i dlaczego się urodziła?


MOJA OPINIA
  Cassandra Clare (naprawdę Judith A. Rumelt), urodzona w 1973 w Teheranie, autorka serii Dary Anioła oraz Diabelskie Maszyny, zdobyła moje uznanie, wybijając się ponad przeciętne pisarki literatury dla młodzieży. Natchnieniem do stworzenia Darów Anioła był dla Cassandry Clare krajobraz Manhattanu.

  Mechaniczny Książę to tom drugi wspomnianych już przeze mnie Diabelskich Maszyn. W książce tej odkrywamy i przeżywamy kolejne epizody z tajemniczego życia Nocnych Łowców, Podziemnych oraz Tessy, której świadomość braku pewności, jakim stworzeniem jest, doskwiera bardziej niż deszcz w środku zimy. Twierdzą, że jest czarownikiem, jednak nie posiada ona znaku, który mógłby to potwierdzić. Chodzą pogłoski, że jest córką Nocnego Łowcy i demona - jednak takie potomstwo zawsze rodzi się martwe. Jedynym, który może znać prawdę o jej istnieniu jest Mortmain - ich wróg, który pragnie wykorzystać umiejętności Tessy na własny użytek. Niepewność, w której żyje Tessa jest dla niej ciężarem, ponieważ wszystko co dotąd uważała za pewne w swoim życiu, okazało się maskaradą.

  Zapętlając się głębiej w losy bohaterów poznajemy ich stany psychiczne oraz powody, które stworzyły ich takimi. Will. Zawsze sarkastyczny, buntowniczy i tajemniczy - wydaje się dandysem, lecz gdy wejrzymy wprost w jego duszę, możemy pogubić się w żalu i bólu, który kieruje jego życiem. Jem. Zawsze pogodny i opanowany - oaza spokoju wydawać by się mogło. Cierpi jednak skrycie, wiedząc że jego dni uciekają jak liście gnane wiatrem. Charlotte i Henry - małżeństwo, które właściwie nie zna swych uczuć - tylko wyobrażenia. A przecież wróg nie śpi, przygotowany na wszystko lokuje swych szpiegów i pomocników, bez skrupułów. A Tessa? Czy to możliwe aby jej serce biło dla dwóch chłopców równocześnie?

  Oto jest, świat intryg i sukni z gorsetem, kapeluszy, powozów oraz kurtuazji. Ponury krajobraz Londynu, zatłoczonego i hałaśliwego, który kryje w sobie więcej, niż ktokolwiek kiedykolwiek odkryje. Tam, każdy przeżywa własną udrękę, w morzu tajemnic oraz szlachetnych gestów, plącząc się wśród własnych uczuć i niewypowiedzianych emocji. Świat niebezpieczeństw, wśród którego jedynym azylem wydaje się Instytut. Świat, którego Przyziemnym nie dane jest poznać. Świat demonów, ifritów, Nocnych Łowców i czarowników.

  Wraz z bohaterami wędrowałam i ja uliczkami Londynu, mieszając opisy Clare z własnymi wspomnieniami. Doszłam do wniosku, że nie zmienił się on tak bardzo jak wydawać by się mogło. Owszem powstały nowe budynki i atrakcje, lecz w środku zawsze pozostanie tym samym Londynem, co kilkadziesiąt lat wcześniej. Podobało mi się to, że autorka dała panoramę Londynu, właściwie mogącego być każdym innym miastem. Nieważne Londyn czy Liverpool - najważniejszy jest Instytut. Poprzez zabieg ten można odnieść wrażenie, że to może być wszędzie, te wydarzenia i emocje mogą towarzyszyć każdemu miastu, niekoniecznie uczepione jednego miejsca; aby móc wierzyć w to, że Instytut w Londynie jest po prostu przykładem, małym wycinkiem spośród całego świata.

  I tak, zgadzam się, że tom pierwszy był lepszy, oryginalniejszy, świeższy i prawdziwy, tom drugi natomiast wypadł po prostu jako tom pośredni. Nie zmienia to faktu, że był dla mnie oddechem świeżości po zaduchu panującym w Luizjanie świata Sookie. Podobał mi się mechaniczny świat, lecz zawiodła delikatność z jaką ludzie obchodzą się z kobietami. Wiem, że takie kiedyś były czasy, taka moda i obyczaje, nie zmienia to jednak faktu, że poprzez tę delikatność umykało wiele szczegółów, na które kruche damy nie zwracały po prostu uwagi.

  Książki. W Mechanicznym Księciu znaleźć można ich pokłady. Są one filozofią niektórych bohaterów oraz podporą, która pośród nieszczęścia rzeczywistości może wynieść ich w euforię nierzeczywistego świata, obiecując pociechę i mądrość. Fragmenty wielu z nich rozpoczynają każdy rozdział. Podoba mi się to.

  W pewnym momencie książki odniosłam wrażenie, jakbym czytała kopię Darów Anioła. Will wykreowany niemal jak Jace. Na szczęście jednak autorka tak poprowadziła dalszą akcję, że choć byłam zawiedziona, nie była ona karykaturą. Całokształt prezentuje się bardzo dobrze, niepomijane są tam wątki zdrady i miłości. Odnaleźć można też wiele emocji, w tym gniew i radość, które dają nam poczucie, że wszystko to, co tam się dzieje jest prawdziwe, ponieważ prawdziwe są odczucia i zachowania ludzkie. Nadanie zwykłym słowom obrazu rzeczywistości - to się chwali.

FRAGMENTY
  Oto fragmenty, które rozpoczynają rozdziały - inspiracja i wiedza o niektórych książkach, których nie znałam.
















Książka bierze udział w następujących wyzwaniach: