piątek, 6 lutego 2015

Martwy w rodzinie


tytuł:                          Martwy w rodzinie
autor:                         Charlaine Harris
przeczytana:               4 luty 2015
tytuł oryginału:           "Dead in the Family"
data wydania: pierw.:  2010
                      polsk.:  2012
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Ewa Wojtczak
liczba stron:               432
ISBN:                        978-83-7480-254-3
kategoria:                   lit. młodz., pranormal romance, fantastyka
moja ocena:               3/10
seria:                         Sookie Stackhouse tom 10


  "Zwłoki wampira łuszczyły się i rozpadały, lecz proces ten przebiegał znacznie wolniej niż w przypadku jego starego stwórcy. Teraz kiedy spotkał ostateczną śmierć, jego kości porzucone do grobu, w Rosji także zapewne znikną. Wampir pchnął wcześniej zwłoki wróża Colmana na żwirowy podjazd, gdzie zaczęły się obracać w proch w sposób typowy dla ciał nieżyjących wróżek. Ten rozpad był zupełnie inny, niż to się działo w przypadku ostatecznie martwych wampirów, lecz efekt można by nazwać równie dogodnym. Czyli że, oczywiście, nie będę miała trzech trupów do ukrycia. Tak bardzo zmęczyłam się całym tym koszmarnym dniem, że ta myśl uszczęśliwiła mnie jak żadna inna w minionych godzinach."


OPIS
  Sookie Stackhouse doznała w Wojnie z Wróżkami obrażeń zarówno na ciele, jak i na duszy. Odczuwa też straszny gniew, chociaż w powrocie do zdrowia pomaga jej nie tylko fizykoterapeuta JB, lecz także krew Erica i jego miłość.

  Niestety to nie koniec kłopotów zakochanych, Ericowi bowiem zagraża wysłannik nowego króla, a w Bon Temps pojawia się jego stwórca. W dodatku, sytuacja polityczna po Wielkim Objawieniu wilkołaków i zmiennokształtnych nie jest stabilna - Kongres rozważa projekt ustawy, która każe się zmiennokształtnym rejestrować niczym emigrantom lub... wampirom.

  Sookie jest przyjaciółką shreveporckiego stada, zgadza się więc udostępnić swój las na comiesięczne polowanie podczas pełni. Po tej wizycie w jej lesie pojawia się grób, a w nim czyjeś zwłoki. Wokół domu Sookie krążą też wróżki, prawdopodobnie niezbyt przyjaźnie do niej nastawione...

MOJA OPINIA
  Charlaine Harris licząca sobie obecnie 63 lata, mieszkająca w Tunice w stanie Missisipi, jest uznawana za bestsellerową pisarkę publikującą swoje dzieła niemalże od 30 lat. Miała przygody z poezją, ale również tworzyła sztuki teatralne, jednak ostatecznie zdecydowała się na powieści.

  Do najgłośniejszych jej publikacji należy właśnie cykl The Southern Vampire Mysteries opowiadający o Sookie Stackhouse - kelnerce-telepatce z Luizjany, na podstawie którego HBO nakręciło serial Czysta Krew (True Blood).

  Martwy w rodzinie  to tom dziesiąty wyżej wymienionej serii, wydany w Polsce po raz pierwszy w 2012 roku. Seria liczy sobie aż 13 tomów + opowiadania ze świata Stookie. Istnieje jeszcze jeden tom After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013), który w Polsce nadal nie został przetłumaczony.

  Oczywiście, jak wielu autorów, również i Charlaine Harris posiada profil na fb:
https://www.facebook.com/CharlaineHarris?fref=ts

  Cyklu Sookie Stackhouse opisałam już:
tom 3. "Klub Martwych"

  Charlaine Harris tworzy literaturę dla młodzieży. Yong Adult, jak zwykło się mawiać. Mam takie dziwne wrażenie jednak, że nie pisze ona swych powieści, przelewając na papier całej siebie. Nie wkłada w pisanie swego serca i umysłu, nie czuje emocji targających głównymi bohaterami, nie śni o nich w przypływie weny. Podaje jak na tacy nam ochłapy tego, co mogłoby zaistnieć, gdyby po prostu uwierzyła w to, co pisze. Mam wrażenie, że każde jej słowo pisane jest aby zdobyć kolejny dolar, bez uwzględnienia jak wartościowe będzie, czy też jakie będzie niosło przesłanie.

  W dziesiątym tomie o Sookie Stackhouse, telepatce, nie odnalazłam niczego, co byłoby wartościowsze aniżeli części poprzednie. Banalny język, wydarzenia godne przewidzenia, błędy składniowe, tępe dialogi i wyblakłe postacie. Miast YA winno się mawiać Literature for idiot, who are not adult jet. Tak jest bynajmniej w przypadku Martwy w rodzinie.

  Sookie Stackhouse obiecuje niemalże każdemu pomoc, bo ma złote serce. Jednak gdy chodzi o sprawy jej chłopaka, Erica - wampira, nie zawahałaby się zabić, aby mieć święty spokój. Jaka jest więc ona w istocie? Jedynie autorka mogłaby nam to powiedzieć (jednak Boże, proszę, niech ona już nic nie pisze). W książce dzieje się tak wiele, że właściwie nie pamiętam już dokładnie o czym była. Wleciała i wyleciała mi z myśli, niczym słówka do zapamiętania.

  Czytając Martwy w rodzinie dowiedzieć się można wiele o tym, jak to Eric stał się wampirem, jak Bill się nim stał. Nie mogę pominąć również faktu o tym, że gdziekolwiek Sookie się nie znajdzie, tam kłopoty. A więc, świadcząc swoje usługi dla wilkołaczego stada, wciela się w rolę szamana i doprowadza do wyroku śmierci dwie osoby. Przyjmuje w gości stworzyciela Erica i jego nowy nabytek, gdzie chcąc pomóc młodemu wampirowi wspomaga go w szaleńczym zabijaniu ludzi. Zgadza się aby zamieszkał u niej kuzyn, wróż, szalenie przystojny i pociągający Claude, czym wyzwoliła zazdrość Erica. Pozwalając aby wilkołaki polowały u niej w lesie, wystawia się na niebezpieczeństwo odnalezienia zwłok sprzed kilku lat. I do tego oczywiście interesuje się nią FBI. Nie wspomnę już o ranach 'na ciele i umyśle' spowodowanych torturami.

  Cały ten galimatias tworzy tom, którego można nienawidzić. Osobiście kręciłam nosem przy każdej stronie i śmiem twierdzić, że nie polecam jej nikomu. Dobrnęłam już do tomu 10, choć wiedziałam, że nie będzie dobrze, skoro wcześniej nie było. Autorka nie rozwija swego kunsztu pisarskiego. Jej warsztat jest stęchły i opajęczony. Postacie, które powinny odróżniać się od siebie diametralnie, zlewają się w jedno, tworząc kogel mogel. Kolejne rozdziały zaprzeczają wcześniejszym, gubią się wartości i sens całej książki.

  Innymi słowy: totalna masakra, odmóżdżenie 100%. Już czuję się głupsza. W razie jakiś błędów w tekście, to wszystko wina książki. Więdnę po niej. Dobrze, że przede mną Tolkien, inaczej byłoby marnie...


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:



niedziela, 1 lutego 2015

Czarownica. Prawdziwa historia Diaboliny


 tytuł:                          Czarownica.
                          Prawdziwa historia Diaboliny
autor:                          Elizabeth Rudnick
przeczytana:               31 stycznia 2015
tytuł oryginału:            "Maleficent"
data wydania: pierw.:  2014
                      polsk.:  2014
wydawnictwo:            Dream Books
tłumaczenie:               Jakub Polkowski
liczba stron:               272
ISBN:                        978-83-64460-11-1
kategoria:                  fantastyka, baśnie, bajki
moja ocena:               8/10
seria:                         -

  "- Ale mówiłeś, że moi rodzice wierzyli, że istnieją także dobrzy ludzie. I moglibyśmy mieć z nimi kiedyś przyjacielskie relacje.
  - Tak mówiłem - zgodził się Rudzik - lecz sama wiesz, jak słono zapłacili za swoje przekonania. - Wypowiedział te słowa łagodnie, lecz z naciskiem. Czasami zapominał, jak młoda i niewinna była jeszcze Diabolina. - Ludzie próbowali ukraść nasze skarby, ograbić nasze ziemie. Przynieśli nawet broń zrobioną z żelaza, a ono przecież parzy nas niczym ogień.
  - Rudziku, ale ludzie też są częścią natury! - Diabolina nie ustępowała. Najwyraźniej sporo o tym myślała. - Wiem, że niektórzy są straszni. Potworni. Ale zdarza się także spotkać wredne wróżki i podstępne zwierzęta, tak samo jak i mnóstwo miłych. Wszyscy ludzie nie mogą być przecież źli."

OPIS
  Czarownica
  Nie wierz w bajki,
                        poznaj prawdę...

  W samym środku owianych tajemnicą i osłoniętych Ciernistym Murem Wrzosowisk na tronie siedzi mroczna wróżka - Diabolina. W pobliskim lesie, w niepozornej chatce żyje zaś przepiękna królewna Aurora, nad którą ciąży straszliwa klątwa - w dniu szesnastych urodzin ukłuje się w palec wrzecionem i zapadnie w wieczny sen. Te dwie kobiety łączy magiczna więź, przeznaczenie, przed którymi nie sposób uciec.

  Czy prawdziwa miłość naprawdę istnieje? A przyjaźń, dobro, lojalność? Czy król na pewno jest dobry, a czarownica zła? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, zanurzcie się w magiczną opowieść zapisaną na kartach tej książki... Oto historia, która Was poruszy i zachwyci, opowiedziana jak jeszcze nigdy dotąd.

MOJA OPINIA
  Elizabeth Rudnik nie była mi znana nim sięgnęłam po jej adaptację z filmu "Maleficent". Była bezbarwna i niewidoczna jak wielu autorów w dzisiejszych czasach. Pozostawiając ją w cieniu, zapomnianą, i nie sięgając po jej dzieło "Czarownica. Prawdziwa historia Diaboliny" byłabym uboższa o tę historię. I nie mogłabym sobie tego podarować. Jednak szczęśliwy los sprawił, że coś mnie podkusiło do obejrzenia filmu "Maleficent". Sądzę jednak, że to diabeł podsunął mi książkę.

  Wielu z nas, będąc jeszcze małymi szkrabami, z ząbkami lub bez, słyszało wyjątkową historię o pięknej królewnie Aurorze i złej czarownicy, która w przypływie gniewu rzuciła klątwę na bogu ducha winną księżniczkę, skazując ją na wieczny sen. Czy jednak ta utarta historia, baśń, przekazywana z pokolenia na pokolenie nie została przypadkiem modyfikowana, na potrzeby ludu? O tym dowiedzieć się można (bądź tylko sobie przypomnieć) jak to w rzeczywistości było, czytając o Diabolinie.

  Wrzosowiska, piękne, magiczne, spokojne i harmonijne. Istny raj. Jednak nie każdemu dane jest ten eden oglądać i wraz z nim egzystować. Wrzosowiska należą bowiem do istot magicznych i skrywają w sobie nie tylko magię ale również czystą wodę i bogactwa, o których wielu nigdy nie śniło. Te oto, z pozoru atuty, stały się utrapieniem tamtejszych mieszkańców, wciąż zmuszonych do walki o obronę domostw. Ludzie bowiem zapragnęli tego, co Wrzosowiska posiadały. Bali się również istot tam mieszkających, ze względu na magię i czary, którymi potrafili władać. W takich właśnie walkach zginęli rodzice Diaboliny, wierząc, że nie wszyscy ludzie są źli. Wierzyli, że może zapanować pomiędzy nimi pokój, jeśli tylko umiejętnie przeprowadzi się z nimi rozmowę.

  Osierocona Diabolina dorastała pod opieką mieszkańców Wrzosowiska, swawolna i beztroska, bez obawy o zło czyhające ze strony ludzi. Z natury była dobra i naiwna. Te cechy pozwoliły jej poznać człowieka. Mężczyzna, o imieniu Stefan skradł jej serce, okradł Wrzosowiska i pozwolił jej uwierzyć w Miłość. Będąc służącym marzył o mieszkaniu w zamku a może nawet staniu się władcą. Gdy przyszła ku temu okazja zamordował chorego króla, wziął za żonę jego córkę, Leilę. Jednak nie były to najgorsze zbrodnie na jego sumieniu. Ukradł Diabolinie skrzydła. Odciął je od jej ciała za pomocą żelaza, łamiąc jej serce, krzywdząc ciało i przemieniając w złą czarownicę.

  Tak, Diabolina rzuciła klątwę na małą Aurorę, w gniewie i żalu, który przepełniał jej serce. Chciała tym doprowadzić Stefana do szaleństwa, by cierpiał równie mocno jak ona przez całe 16 lat, w którym to dniu jego słodka córka ukłuje się wrzecionem i zapadnie w sen wieczny. Klątwa mogła być jednak przerwana Pocałunkiem Prawdziwej Miłości...

  Piękna i wzruszająca baśń, która pochłonęła mnie na kilka godzin, nie pozwalając wyplątać się z jej wici. Przepełniona lekkością i wrażliwością, uczuciami, a przede wszystkim miłością. Jak to zwykle w bajkach bywa, to dobro zwycięża, zło ponosi porażkę, a punkt kulminacyjny wywołuje sprzeczne emocje. Jednak przede wszystkim jest to bajka. Osoby dorosłe nie znajdą w niej ukojenia czy głębi, ponieważ wszystko jest napisane niezwykle prostym językiem i dokładnie wytłumaczone. Nie trzeba tu domyślać się sprawcy, nie obgryza się paznokci w napięciu, nie szuka się ukrytych symboli. Trzeba tu przede wszystkim zauważyć miłość i to jak wpływa na człowieka. Jest wszechobecna i mocna, jednak tylko ta prawdziwa.

  Mogę dodać jeszcze tyle, że książka nie jest obciążona niepotrzebnym balastem w postaci serii pytań retorycznych, wyrzucaniu sobie przeszłości, szczegółowego opisu postaci i bezsensownych dialogów. Postacie opisane są w sposób pozwalający dowiedzieć się ich statusu oraz wieku. Emocje opisywane są prawdziwe, a nie wyssane z palca. Cała historia, choć prosta, trzyma się w swoich ryzach, nie ma dygresji, wątków, które byłyby wprowadzone a później zapomniane. Książka jest harmonią i pięknem. To moje skromne zdanie.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

środa, 28 stycznia 2015

Fantastyka jest kobietą


tytuł:                           Fantastyka jest kobietą
autor:                          Matt Mayevsky
przeczytana:                27 stycznia 2015
tytuł oryginału:            -
data wydania: pierw.:  2014
wydawnictwo:            Foreknowledge
tłumaczenie:               -
liczba stron:               214
ISBN:                        978-1-312-34691-8
kategoria:                   fantasy/sf/opowiadania
moja ocena:                9/10
seria:                          - 


  ""(...) Doskonale pan wie, dlaczego pana zapraszają, jaka jest pana rola na tych celebryckich przyjęciach. Pomogę panu usunąć ten problem. To jest jedyna, mentalna przeszkoda uniemożliwiająca panu rozwinięcie literackich skrzydeł. Ma pan niewyobrażalny potencjał twórczy, z którego nie zdaje pan sobie sprawy". Nieświadomie otworzyłem ze zdziwienia usta. "Pan żartuje? To jakaś kontynuacja niekończącej się serii kpin? Ukryty mikrofon?" rozejrzałem się po pustym tarasie, nie dostrzegając niczego podejrzanego. "Proszę się uspokoić. Oprócz nas nikogo tu nie ma i nie jestem podstawionym przez pana pseudo-kolegów manipulatorem" uspokajał nieznajomy. Spojrzałem ponownie na niego, mrużąc z wysiłku oczy żeby dostrzec nie tylko rysy twarzy, ale także próbując odczytać prawdziwe intencje tajemniczego mężczyzny. "Kim pan jest?" zapytałem po raz kolejny. "Hakerem", odpowiedział tym razem bez uśmiechu. Dostrzegając moje poirytowanie dodał, "Może nie taki zwykłym hakerem, i na pewno nie w potocznym rozumieniu tego słowa. Włamuję się do ludzkich umysłów"."


OPIS
  "Fantastyka jest kobietą" to zbiór opowiadań o kobietach nie tylko dla kobiet. Na poszczególnych stronach tekstu znajdziesz tu droga czytelniczko i niemniej drogi czytelniku historie, które moją cię zadziwić, przestraszyć, rozśmieszyć. I chociaż nie zawsze głównym bohaterem jest kobieta, to za każdym razem odgrywa ona najistotniejszą rolę w opowieści. Tak jak w realnym życiu. Zapraszam cię w podróż przez siedem opowiadań na długiej osi czasu. W podróż inspirowaną światami niekoniecznie prawdopodobnymi, aczkolwiek zawsze możliwymi.

MOJA OPINIA
 Matt Mayevsky, analityk, ekonomista, autor, szczególnie zaangażowany z dziedzinę prognostyki strategicznej na poziomie micro (architektura przedsiębiorstwa) oraz macro (rekonstrukcja rynku, transformacja systemowa). Autor książek non Fiction, m.in. "Cyfrowej przestrzeni biznesowej" (Wydawnictwo Naukowe PWN SA) oraz Ekonomii Chmur (Chiron Academix Ress - Sweden).

 Ponadto, jako powieściopisarz SF opublikował dystopię "Homoseksokracja" oraz cyber romans "Mężczyzna, który chciał zrozumieć kobiety" (Bellona SA).

  Taki opis o autorze widnieje na okładce książki. Właściwie nie mówi mi on nic, co mogłabym zrozumieć bez posiadania technicznej wiedzy. Nie ma to dla mnie znaczenia, bo informacje o autorze można znaleźć w internecie, ważniejszym jest dla mnie to, co napisał w książce "Fantastyka jest kobietą". Jego zbiór opowiadań sf, muszę przyznać, zaskoczył mnie niejednokrotnie. Czasem powalał na kolana koncepcją i zwrotem akcji. A czasem jedno zdanie wprawiało mnie w taki szok i zdumienie, że musiałam je przeczytać dwa razy. Jestem oczarowana.

  Pierwsze opowiadanie, otwierające ten zbiór to "Trajektoria zemsty". Z tego właśnie opowiadania pochodzi również wyżej wymieniony fragment. Głównym bohaterem jest mężczyzna, pisarz. Z żoną Lucyną tworzą raczej układ podobny do kota i myszy. On - niepozorny pisarz, którego książki nie mają brania, ona - utyta i utrudniająca mu życie. Pisarz bardzo negatywnie opisuje swą partnerkę, skupiając się głównie na niej, jako źródle swego nieudanego i przegranego życia. To ona zmusza go do udawania się na premiery książek jego rywala i na przyjęcia, w których jest wyśmiewany. Na jednym z takich właśnie przyjęć spotyka hakera. To, co wydarzyło się później, doprawdy przerosło moje oczekiwania. Autor nie wpasowywał się w utarty schemat sf, lecz wykorzystał fortel, który na dobre przekonał mnie do dalszego czytania książki.

  Drugie opowiadanie "Biuro ds Zaginionych Mężów" opowiada o prywatnej pani detektyw, Eve Hopkins, która w istocie tropi zaginionych, czy też zbiegłych mężów. Spotykamy ją w momencie, gdy bierze kilka dni urlopu, by spędzić go w spokoju na wsi. Niestety, urlop nie przebiega zgodnie z jej myślą, ponieważ zaczynają się dziwne zniknięcia mężczyzn. Wiele kobiet, znając rozwiązłe życie Eve, dzwoni do niej i odwiedza, zamęczając pytaniami o zaginionych mężczyzn. Wiedziona ciekawością, pani detektyw zaczyna poszukiwania ów osobników. Jej tropy doprowadzają ją do Petry Faust, nauczycielki w lokalnej szkole, która dopiero od niedawna mieszka we wsi. Jest ona tajemnicza i podstępna, a w czasie trwania opowiadania dowiedzieć się można, czemu przerwała swoje badania w instytucie.

  Trzecie opowiadanie "Człowiek z transparentną głową" traktuje o mężczyźnie, który był przeciwieństwem telepaty. On potrafił wysyłać swoje myśli wszystkim wokół. Właściwie nie wysyłał ich, a nie potrafił ich ukryć jak każdy człowiek potrafi. Z tego też powodu jego życie było całkiem odmienne od zwykłego bytowania. Chodzenie do szkoły i w ogóle przebywanie z kimkolwiek w promieniu dwóch metrów, było dla niego mordęgą, przepełnioną wstydem i niechęcią. Jak bowiem zatrzymać myśli, które są szybsze niż słowa? Po wielu latach tortur osiadł samotnie w miejscu nie znanym nikomu, stworzył bloga i dzięki niemu zarabiał. W wyniku fuzji dwóch podobnych blogów, poznał kobietę, dzięki której jego dar ulegał przekształceniu.

  Czwarte opowiadanie "Moja żona jest androidem" przedstawia również, jako głównego bohatera mężczyznę. Poznać można jego emocje i przyczynę jego depresji. Jest nią jego żona. W jego oczach jest ona zbyt idealna. Nigdy się nie wścieka, gotuje, sprząta, każdy przedmiot ma swoje określone miejsce, pracuje. Zaczyna on bać się jej. Specjalnie przedłuża powroty do domu, aby odwlec wspólne życie. Kobieta jednak nie jest głupia i widzi co się dzieje. W rozmowie z nim wyznaje, że jest androidem, podczas gdy prawdziwa prawda jest całkowicie inna...

  Piąte opowiadanie "Drony Miłości" zaczyna się od zaznaczenia jaką rolę odgrywają te właśnie drony. Akcja dzieje się w Wenecji, a drony, zbudowane podobnie do gołębi przekazują wiadomości. Posiadają one specjalny skaner, którym wyczuwają swojego adresata. Sterują nimi ludzie oczywiście i za pośrednictwem 'dronich' oczu obserwują świat i ludzi. W czasie trwania jednej z takich tras, dron odnalazł zwłoki adresata. Była to przepiękna kobieta, przybyła z Afryki, uznawana za miejscową kobietę do towarzystwa. O jej śmierci zawiadomiono jej siostrę, która przybyła do miasta karnawałów, odkrywa tajemnice siostry, a co za tym idzie, pakuje się w kłopoty.

  Szóste opowiadanie "Usta krwią splamione" traktuje o zombie. Najprawdziwszych zombie. Główną bohaterką jest inspektor BHP Irina. Akcja dzieje się w Moskwie, na budowie nowego teatru. Gdy z braku szelek bezpieczeństwa, ginie pracownik, spadając z 28 metrów, kariera Iriny i kierownika budowy staje na włosku, decydują się oni ukryć ciało. Jednak ciało to po kilku dniach wraca. Jest zakryte tam, gdzie rany były najbardziej widoczne, i przede wszystkim zdolne do pracy. Nie pije, nie pali, tylko pracuje. Jedynym mankamentem tego układu są znikające co jakiś czas okoliczne zwierzęta. Ten incydent nie uszedł jednak bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym inspektorki i kierownika budowy. Irina, której na głowę zwaliły się wszystkie najgorsze sprawy świata, stara się ze wszystkich sił zachować równowagę. Zdradzona przez narzeczonego i przyjaciółkę, rzuca się w wir pracy i przyłapuje się na myśli, że zombie jest w istocie bardziej ekonomiczniejsze i wydajniejsze niż normalni pracownicy...

  Ostatnie opowiadanie, siódme, mogłoby być spokojnie książką. "Czy wybaczysz mi" opowiada wzruszającą historię De Shao i Li Mei, którzy manipulowani przez innych ludzi, zapominają dlaczego tak bardzo się kochali i cierpią z powodu incydentów, na które nie zasłużyli. Akcja dzieje się na Marsie ale również na Ziemi, ludzkości bowiem pali sie grunt pod nogami, ponieważ przewidują rychłą zagładę Ziemi. Opowiadanie pokazuje jak okrutni i wyrachowani potrafią być ludzie, którzy posiadając odpowiednie stanowiska, zapragną czyjejś własności.

  Wszystkie te opowiadania po przeczytaniu pozostawiają po sobie dziwne uczucie. Ciężko mi je nazwać, ale spróbuję. Za każdym razem, gdy któreś z nich kończyłam, ostatnie zdania wprawiały mnie nie tylko w zdumienie, ale i rozwiązywały całą patową sytuację opowiadania. Czytając ostatnie słowa każdego z nich miało się uczucie refleksji i rozwiązanej zagadki, choć to przecież autor podaje nam słowa jak na tacy. Jego historie były niezwykłe, bo niespotykane. Tak inne do tego, co do tej pory czytałam z gatunku science fiction. Jedynym mankamentem jaki mogę wyłuskać to, mowa niezależna. Nie objawia się ona jednak w formie dwukropka, jednak w stale występujących cudzysłowach. Po pierwszych dwóch stronach nie zwraca się już na to uwagi. Książka wciąga jak tornado.

  Ogromnie polecam, ponieważ sama z chęcią przeczytałabym ją od nowa. Jest wciągająca, porażająca i nieziemska. Dawno nie spotkałam tak dobrego sf, przy którym mogłabym się pośmiać, posmucić, pogłówkować nad zagadką i pomstować na niektórych bohaterów. Książka nie jest gruba, za to iście treściwa.



Książka bierze udział w wyzwaniach: