niedziela, 8 czerwca 2014

Myst: Księga Atrusa


tytuł:                           Myst: Księga Atrusa
autor:                          Rand i Robyn Miller, David Wingrove
posiadam od:              5 lutego 2013
przeczytana:               13 lutego 2013
tytuł oryginału:           „MYST”
data wydania: pierw.: 1995
                      polsk.: 1996 
wydawnictwo:           Prószyński i S-ka
tłumaczenie:               Paweł Lipszyc
liczba stron:               294
ISBN:                       83-86868-78-3
kategoria:                  fantastyka
moja ocena:              4/10
seria:                         Myst t.1/2
                                 Fantastyka [Prószyński i S-ka]

OPIS
D’ni to lud, który przez sześćdziesiąt tysięcy lat tworzył niezwykłą kulturę. Atrus jest ostatnim potomkiem D’ni. Odkrywa niesamowity świat swoich przodków. Państwo D’ni zginęło wiele lat przed jego urodzeniem, jednak stworzone przez nich dzieła żyją nadal.

MYST, fantastyczna gra multimedialna, odniosła ogromny sukces- jest najlepiej sprzedającym się CD ROM-em lat dziewięćdziesiątych. Fanów MYST przyciąga niezwykły, magiczny świat, który mogą dzięki niej odkrywać.
MYST – KSIĘGA ATRUSA nie jest opisem gry, ale powieścią osadzoną w świecie, który możecie oglądać na ekranach komputerów grając w MYST.

MOJA OPINIA
Jestem bardzo zawiedziona treścią tej książki. Zapowiadała się tak ciekawie z opisu, czy nawet okładki. I owszem, przyznam, że temat jest inspirujący i ciekawy. Tworzenie nowych światów poprzez pisanie książek w specjalnym języku. Szkoda jedynie, że przekazanie tej wiedzy przez autorów jest suche jak piasek na Saharze. Zero jakichkolwiek emocji, postać głównego bohatera w ogóle nie pozwala się wczuć w książkę. I gdyby nie to, że jestem zagorzałym fanem wszystkiego co związane z architekturą i budynkami, nie przetrwałabym przez diabelnie nudną połowę książki. A nawet te opisy, choć ciekawe dla mnie, nie przekazują wszystkiego jak powinny. Ich opisy nie są dokładne, a jeżeli już są obszerniejsze to się w nich gubi, nie wiedząc o co w ogóle chodzi. Wszystkie czynności bohatera są napisane w sposób grubo przesadzony. Zamiast po prostu napisać, że poszedł do gabinetu ojca, autorzy piszą, że najpierw wstał, obejrzał drzwi, otworzył je, zamknął za sobą, poszurał nogami, rozejrzał się bez pomysłu, zastanowił czy ojciec jest w gabinecie, poczekał pod drzwiami, zastukał, poczekał na odpowiedź, złapał za klamkę, otworzył, zamknął, spojrzał na ojca, jest w gabinecie ojca. Masakra… I tak jest prawie w całej książce. Tworzyło ją tylu autorów a nie dostrzegli, że brakuje w niej czegoś, co porywa czytelnika i obezwładnia go. Brakuje, sama nie wiem czego dokładnie, takiego jakiegoś kleju pomiędzy tym co autorzy mają w głowie, a co przekazują na papier.
Jak mówiłam pomysł fajny, tylko wykonanie kompletnie słabe.
To coś jak z naszymi polskimi autostradami. Bardzo dobrze się zapowiada, a wychodzi jak zwykle…

FRAGMENTY
·         s.26 „… ‘całość’ pewnej rzeczy jest zawsze tylko częścią czegoś innego, większego”.

·         s.131 „… możemy tworzyć wszystko, co sobie wyobrazimy. Używamy słów, by wyczarować światy”.

·     s.153 „Taki właśnie był charakter ciemności: nie chciała pozostać zwykłym brakiem. (…) … ciemność przybierała rozmaite formy – tysiące form – ponieważ była zarówno płynna, jak i potężna”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam :)
Będzie mi miło, gdy odwiedzając tę stronę, zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.
Pozdrawiam,
Crystal